"Motywacja jest tym, co pozwala ci zacząć, nawyk jest tym, co pozwala ci wytrwać."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser parmezan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser parmezan. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 lipca 2011

LASAGNE z pepperoni, pieczarkami i szpinakiem

Dawno, dawno temu, w marcu czy jakoś tak, obiecałam Małgosi, że zamieszczę przepis na niskokaloryczną lasagne i oto dzisiaj wywiązuję się ze złożonej jej obietnicy:

Oczywiście nie ma się co łudzić, że zjedzenie porcji takiego dania spowoduje naraz utratę 10 cm w biodrach, co to to nie, bo lasagne zdecydowanie nie jest posiłkiem królującym na turnusach odchudzających;), ale przynajmniej można być pewnym, że tych 10 cm nam nie doda, a to już jest bardzo duże coś.

Skąd ta pewność?
Ano popatrzmy.:)

8 płatów - 135 g makaronu - 480 kcal
250 g sera ricotta - 412 kcal
100 g pepperoni - 373 kcal
250 g sera Turek light - 220 kcal
50 g parmezanu - 226 kcal
100 g mozzarelli light - 157 kcal
1 jajko - 60 g - 139 kcal
750 ml sosu pomidorowego - 180 kcal
150 g pieczarek - 24 kcal
150 g szpinaku - 21 kcal

Podsumowując - 1910 g prezentowanej lasagne zawiera 2090 kcal, czyli 100 g - 109 kcal, podczas kiedy gotowa ze sklepu o ok. 1/3 kcal więcej, a ta robiona w domu, z toną mielonego mięsa wieprzowego pod beszamelem, bardzo często nawet dwa razy tyle!

Jak widać naprawdę nie trzeba wywracać swojej kuchni do góry nogami, wystarczy zaledwie kilka drobnych, bez negatywnego wpływu na odczuwany smak zabiegów, żeby zjadane posiłki stały się lżejsze i tym samym dużo zdrowsze.

Tutaj podstawowy trick polega na użyciu salami.
Jest to obiektywnie bardzo tłusta kiełbasa, ale o tak zdecydowanym charakterze, że już niewielki jej udział potrafi w znaczący sposób podkreślić czy nawet podnieść walory smakowe każdego dania. To np. dzięki niej jest odpowiednio pikantne i znakomicie dosmaczone, mimo, że nie użyłam do niego żadnej przyprawy.:)

Choć prawdę powiedziawszy lasagne tę jadłam wielokrotnie i z samym szpinakiem, a była przy tym tak dobra, że jakiś czas temu nie mogąc się zdecydować czy wolę wersję wegetariańską czy mięsną, połączyłam obie, dzięki czemu nie muszę już robić za osiołka, co to mu, wiecie, w żłoby dano.:)

Takie szpinakowe wydanie znacznie by jednak odchudziło naszą lasagne.
Jak również zastąpienie całej ricotty innym, mniej tłustym serkiem. Naprawdę opcji jest wiele, a wszystkie je z wdzięcznością przyjmie każde serce, zwłaszcza to najbardziej narażone na zawał czyli męskie.:)

Powiedzenie: "Przez żołądek do serca" w dzisiejszych czasach nabrało bardzo przewrotnego znaczenia...

Składniki:
  • 500 g sera ricotta odtłuszczonego /użyłam 250 g ricotty klasycznej i 250 g serka Turek light ze szczypiorkiem/
  • 50 g tartego parmezanu
  • 1 małe jajko
  • 500-750 ml sosu pomidorowego /ja lubię wilgotną, rzekłabym wręcz mokrą lasagne,  dlatego użyłam więcej sosu, ale jeśli ktoś chciałby, żeby trzymała formę, 500 ml będzie lepszą ilością/
  • 8 płatów makaronu lasagne /użyłam makaronu durum z semoliną w opcji bez wstępnego gotowania/
do wyboru:
  • 400 g szpinaku lub
  • 100 g pepperoni + 300 g pieczarek pokrojonych w plasterki lub
  • 100 g pepperoni + 150 g pieczarek pokrojonych w plasterki + 150 g szpinaku lub
  • 200 g zblanszowanych i posiekanych brokułów + 200 g szynki pokrojonej w kostkę
dodatkowo:
  • 100 g tartej mozzarelli light
Wykonanie:
  1. W średniej wielkości misce utrzyj ser ricotta, parmezan i jajko.
  2. Świeży szpinak umyj, usuń ogonki, blanszuj przez około 1-2 minuty we wrzątku, następnie bardzo mocno wyciśnij i posiekaj. Szpinak mrożony wcześniej rozmroź i wyciśnij.
  3. Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 stopni. Spryskaj tłuszczem w sprayu naczynie do zapiekania o wymiarach 23x23x5 cm.
  4. Na dno naczynia wylej niewielką ilość sosu pomidorowego (gros staraj się zostawić na koniec). Ułóż na nim 2 płaty makaronu i lekko dociśnij. Na makaron połóż 1/3 sera, następnie 1/3 szpinaku i/lub 1/3 pieczarek i 1/3 pepperoni. Całą operację powtórz jeszcze 2 razy. Na koniec przykryj lasagne ostatnimi dwoma płatami makaronu, delikatnie je dociśnij i polej resztą sosu w taki sposób, żeby cały makaron znalazł się pod jego powierzchnią, aczkolwiek niekoniecznie musi w nim pływać.
  5. Naczynie zakryj folią aluminiową, ale niezbyt szczelnie. Piecz lasagne 35 minut. Zdejmij folię i posyp wierzch mozarellą. Piecz całość jeszcze 10-15 minut, aż ser się roztopi a sos będzie bulgotał. Żeby ser ładnie się zrumienił, możesz włączyć na kilka minut funkcję grillową.
  6. Przed podaniem lasagne przez chwilę ostudź.

Gotowe!


Bardzo smacznego!
Źródło - "Potęga warzyw"

wtorek, 28 czerwca 2011

JAJKA szpinakowo-pieczarkowe W POMIDORACH

Czy jest tu na sali jakiś szpinakonienawistnik?

Bo gdyby był, to ja jestem skłonna i gotowa uwolnić go od tego jakże destrukcyjnego zaburzenia przy pomocy 7 terapeutycznych jajek w pomidorach. 
Rzecz jasna, że ze szpinakiem.

Akcja jest super promocyjna - rezygnuję z honorarium, jak również wymogu wychwalania mojego lekkiego imienia po wszystkich odpustach;) w zamian oczekując jedynie krótkiego komentarza pod niniejszą notką, w stylu:
- ugotowałem,
- skosztowałem,
- pokochałem.

To naprawdę nic, w stosunku do organoleptycznej rozkoszy, którą gwarantuję całym swoim jestestwem.

No to jak - jest ktoś chętny?





Moje zaproszenie uwzględnia oczywiście również zdeklarowanych już amatorów szpinaku i przy okazji także: jajek, pomidorów, pieczarek i w ogóle lekkiej kuchni. Czujcie się, Kochani, jak u siebie w domu i częstujcie czym chata bogata.:)

Choć nie serwuję blin, a na zdjęciach widać skandynawskie i brytyjskie akcenty, brzmię słowiańsko, prawda?

Skutek Wieczoru Kupały, o którym pisałam przy okazji -> Sałatki z bobu, a który wciąż we mnie tkwi:


("Ballada o próżności" i "Zaręczyny" - oba tańce w technice tańca współczesnego)


i obejrzanych następnie raz za razem trzech rosyjskich filmów - Cyrulik syberyjski, Admirał oraz Spaleni słońcem (ten ostatni polecam szczególnie, jeśli ktoś jeszcze nie widział), przez co całkiem wsiąkłam w konwencję.:)

Uprzedzam pytanie - ani na koncercie ani na seansach nie podawano szpinaku.:)

I bardzo dobrze.

Szpinak to idealne wręcz warzywo na odchudzanie. 
Jest niskokaloryczny. Pobudza przemianę materii i dodatkowo zawiera powodujące przyrost tkanki mięśniowej fitoekdysteruoidy.

Ale skuteczniej się chudnie 
- tańcząc samemu, niż patrząc jak tańczą inni, a także
- nie podżerając podczas oglądania koncertów, filmów czy czytania książek, nawet jeśli przegryzką ma być coś tak zdrowego, jak szpinak (o czym już pisałam w notce o -> bruschettcie).

Za to teraz moment na szpinak jest idealny.
Podobnie jak sposób jego podania - z jajkiem, niedopuszczającym do strat wapnia z organizmu, gdyż zawarty w szpinaku kwas szczawiowy lubi go ze sobą wiązać tworząc szczawiany wapnia - podstawowy budulec kamieni nerkowych. Jajko pełni więc w tej potrawie rolę tarczy ochronnej. Nie da się ukryć, że dodatkowo baaardzo smacznej.:)
Gorąco zachęcam do spróbowania.:)

Składniki:
  • 7 dużych i twardych, ale dojrzałych pomidorów
  • 300 g świeżych liści szpinaku
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 cebula drobno posiekana
  • 300 g pieczarek drobno posiekanych
  • 1/3 szklanki tartej bułki
  • 2 łyżki tartego parmezanu
  • sól
  • pieprz
  • 7 jajek
  • opcjonalnie koperek do posypania


Wykonanie:
  1. Odkrój czubki pomidorów i ostrożnie usuń z nich miąższ /możesz go przechować w lodówce nawet 3 dni i wykorzystać np. do wykonania -> mintaja duszonego w pomidorach/. Każdy pomidor posól dość obficie, następnie ułóż otworem do dołu na papierowym ręczniku.
  2. Umyj szpinak, wilgotny wrzuć do garnka, przykryj i zblanszuj na małym ogniu przez 1-2 minuty.
  3. Rozgrzej oliwę na dużej patelni. Smaż na niej cebulę aż zmięknie, ok. 5 min., dorzuć pieczarki, smaż kolejne 5-7 minut, aż z pieczarek wyparuje woda i zrobią się rumiane. Dodaj szpinak, tartą bułkę, parmezan. Zgaś ogień. Całość przypraw i starannie wymieszaj.
  4. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. Naczynie do zapiekania spryskaj olejem w sprayu.
  5. Napełnij pomidory masą szpinakową nie ugniatając jej zbyt mocno, do 2/3 wysokości /ja niestety zrobiłam to zbyt gorliwie, przez co jajka zaczęły mi się z pomidorów wylewać i po przeprowadzonych akcjach ratowniczych, okazały się średnio fotogeniczne/, rozłóż pomidory w naczyniu, do każdego wbij jajko i zapiekaj przez 20-25 minut, aż jajka się zetną.
  6. Podawaj gorące posypane koperkiem.

Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Potęga warzyw"

piątek, 20 maja 2011

TAGLIATELLE ZE SZPARAGAMI, szalotką i carpaccio

Miałam poprzestać na dwóch razach.
Miałam sobie oszczędzić, więcej - w ogóle nie zapuszczać się w rejony dylematu czy to, co robię, to jeszcze szaleństwo czy może już monotematyczność.
Miałam się rozejrzeć za rabarbarem.


I rozejrzałam, z sukcesem, a jakże.:)


Tyle, że nawet nie wiem kiedy, obok różowych rabarbarowych łodyżek w moim koszyku znalazły się także inne - białe, zakończone smukłymi główkami - podejrzanie nie przypominające rabarbaru.
Po dokładnych oględzinach dokonanych już w domu, gruntownym przestudiowaniu szeregu mądrych ksiąg począwszy od tych o charakterze encyklopedii po kucharskie, przeprowadzonych kilku konsultacjach wysoko specjalistycznych i paru dyskusjach na niższych szczeblach, wszystko stało się jasne - znów kupiłam szparagi.


No już trudno, co zrobić.
Trud - przeżyję, zagwozdkę - przemyślę.;)

Nie ja pierwsza i nie ostatnia, o czym zresztą wiem już od dawna, z niegdysiejszego recitalu Magdy Umer:

Jechały dwie koleżanki, szare, z siatami i jedna mówi do drugiej: - "Wiesz, mnie najbardziej męczy to myślenie." 
Na co druga: - "A ja w ogóle nie myślę. Smażę im mielone na trzy dni, a potem niech sami sobie odgrzewają."

Ale szparagi to nie kotlet (na szczęście zresztą:)).
Można z nich przyrządzić dziesiątki, jeśli nie setki dań, a cały kłopot polega na tym, żeby w tym oceanie dobrych i lepszych receptur wypatrzeć te najatrakcyjniejsze smakowo. Jak mi się to tak szybko udało - pojęcia nie mam - łut szczęścia, bo przecież znawca tematu ze mnie żaden - zaledwie trzecie podejście i BINGO!

Oto moje szparagi No.1!

Co oczywiście nie znaczy, że tym samym wszystko w ich temacie zostało już przeze mnie powiedziane, co to, to nie, ale kilka rzeczy jak najbardziej - to szparagi z carpaccio będą odtąd otwierały każdy kolejny mój szparagowy sezon i to za nimi będę tęsknić od maja do maja. 
Już tęsknię... 

Składniki - porcja dla 3 osób:
  • 1 pęczek umytych, oczyszczonych i w razie konieczności obranych szparagów
  • 250 g makaronu tagliatelle pełnoziarnistego
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżka masła sklarowanego ghee
  • 1 szalotka drobno posiekana
  • 100 g polędwicy wołowej carpaccio pokrojonej w wąskie paseczki
  • 150 g serka homogenizowanego /użyłam serka Pilos 3%/
  • pieprz
  • 2 łyżki startego parmezanu

Wykonanie:
  1. Szparagi pokrój na od 0,5 (białe) do 1 cm (zielone) kawałki pozostawiając małe główki.
  2. Do garnka z lekko osoloną wrzącą wodą wrzuć makaron i ugotuj zgodnie z opisem na opakowaniu. Odlej wodę pozostawiając 1/3 szklanki. Makaron przełóż z powrotem do garnka.
  3. Na dużej patelni rozgrzej oliwę i masło. Wrzuć szalotkę i smaż 2 minuty aż zmięknie. Dodaj carpaccio i smaż 2-3 minuty, do przyrumienienia często mieszając. Dodaj szparagi i smaż 5 minut, do czasu aż będą miękkie ale wciąż jędrne. Dodaj serek. Całość doprowadź do wrzenia.
  4. Polej sosem makaron pozostawiając kilka łyżek na patelni. Dopraw pieprzem i wymieszaj w razie konieczności dodając pozostawioną wodę.
  5. Podawaj makaron polany po wierzchu resztą sosu i posypany parmezanem.
Gotowe!

Bardzo, oj bardzo, smacznego!
Źródło - "Szybko i smacznie"

wtorek, 10 maja 2011

Borowikowe ORZOTTO Z KASZY PERŁOWEJ ze szparagami

To jest mój szparagowy debiut.

Wprawdzie parę lat temu kosztowałam szparagi - ze słoika - ale porównując tamte doznania smakowe z obecnymi nie mam najmniejszych wątpliwości, że to, co wówczas zaliczyłam, to nie było spotkanie z najelegantszym, najwykwintniejszym i najbardziej wyrafinowanym w smaku warzywem świata, jak to miało miejsce dzisiaj, ale klasyczny kulinarny falstart. 

Za to dzisiaj już na pewno jadłam pełnowartościowe, stuprocentowe szparagi i - jak mi się wydaje - nie będę ani oryginalna, ani odosobniona w swojej opinii uznając, że odtąd mają one we mnie zagorzałą fankę.:) 
To zaś może oznaczać tylko jedno - moją wizytę w piątek na rynku i ponowny zakup świeżego biało-zielonego pęczka, na zagospodarowanie którego jeszcze nie mam pomysłu, no może z wyjątkiem tego, żeby go przed przyrządzeniem dokładniej opłukać.:)

Zanim jednak zajmę się planowanym nabytkiem, wypadałoby napisać choć kilka słów o tym tutaj, prawda?:)

Ten (tutaj;)) zakupiłam z zamiarem zaserwowania wraz z kaszowym risotto (orzotto), które w procesie odchudzania sprawdza się lepiej, niż jego klasyczna, ryżowa wersja, z racji posiadania niższego indeksu glikemicznego. Poza tym zawsze cieszy mnie każda ciekawa możliwość urozmaicenia diety tak zdrowym produktem, jak kasza. Przepisowe zestawienie - kasza, borowiki, szparagi i parmezan brzmiało i wyglądało na tyle interesująco, żeby zapowiadać radość co najmniej poczwórną.;) I muszę przyznać, że jego pomysłodawca spisał się na medal, bo mimo, że orzotto stało się już historią, ja na wspomnienie o nim wciąż się uśmiecham.:)

Składniki:
  • 1400 ml bulionu warzywnego
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 cebula drobno posiekana
  • 225 g grzybów, najlepiej leśnych, grubo posiekanych /użyłam mrożonych borowików i kilku pieczarek/
  • 2 ząbki czosnku drobno posiekane
  • 1 szklanka kaszy jęczmiennej perłowej
  • 225 g umytych, oczyszczonych i w razie potrzeby obranych szparagów
  • 50 g tartego parmezanu


Wykonanie:
  1. Doprowadź wywar do wrzenia w średniej wielkości rondlu, przykryj i pozostaw bulgoczący na małym ogniu.
  2. Rozgrzej oliwę na patelni. Wrzuć cebulę i smaż 3 minuty, dodaj grzyby i czosnek - smaż kolejne 5-7 minut aż grzyby zmiękną i odparuje z nich woda. Dodaj kaszę i całość starannie wymieszaj. Dolej 2 szklanki wywaru. Risotto przykryj i gotuj na małym ogniu 15 minut.
  3. Odkrój zielone główki szparagów, a ich pozostałe części pokrój na kawałki wielkości małego kęsa, po czym jedne i drugie wrzuć do rondla na gotująca się wodę i blanszuj przez 2-5 minut, tak, żeby nie utraciły jędrności. Odłów je i przełóż na talerz.
  4. Dolewaj gorący wywar do kaszy po 1/2 szklanki cały czas mieszając w taki sposób, żeby każdorazowo zanim powtórzysz tę operację, cały płyn został wchłonięty. Kiedy cały wywar zostanie zużyty, posyp risotto parmezanem, dodaj kawałki szparagów i wszystko starannie wymieszaj. 
  5. Podawaj risotto ozdobione główkami szparagów.

Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Potęga warzyw"
Potrawę dodaje do akcji Blue Megi -> Sezon na szparagi

czwartek, 28 kwietnia 2011

OMLET SZPINAKOWY z sosem pieczarkowym

Szpinak - przedszkolna trauma, której pokonanie zajęło mi niemal 40 lat...

Ale kogo tam kiedyś interesowało, co czuje dziecko, zmuszane do jedzenia  luźnej, zielonej brei, do złudzenia przypominającej krowi placek okraszonej zamiast jakimiś uzdatniającymi go do konsumpcji przyprawami czy dodatkami, jedynie formułką: jedz, bo to zdrowe.

Ot, rzeczywiście argument.
Jak nic zwiększający apetyt na szpinak.
Dorośli bywają paradni.

Dzieci za to na szczęście całkiem nieźle radzą sobie z tym ich specyficznym poczuciem humoru.

Nielubiane pomidory chowałam w przedszkolu do kieszonki fartuszka.
Mama potem pomidory wyrzucała, fartuszek prała i jakoś to funkcjonowało. 
Do czasu kiedy któregoś ranka, w samym rogu kieszonki, zupełnie przez przypadek odkryłam wplątane w nitki, zasuszone, pomidorowe ziarenko.
Fartuszek natychmiast poszedł w odstawkę, a moich pozytywnych uczuć do niego nie przywróciło nawet usunięcie rzeczonego ziarenka i potraktowanie materiału detergentami. Wielokrotne.
Dla mnie fartuszek ów na zawsze pozostał zbrukany - spomidorzony, więc nienawistny.

Na zawsze, czyli dokąd nie opuściłam przedszkola.
Sama, kilka lat później, polubiłam smak pomidorów tak bardzo, że jadłam je już z niekłamaną przyjemnością.

Szpinakowi jednak nie poszło równie łatwo. Rozprawieniem się z niechęcią do niego zajęłam się dopiero rozpoczynając odchudzanie, od potrawy, której tu jeszcze nie prezentowałam - jajek ze szpinakiem zapiekanych - nomen omen - w... pomidorach.:)))
Pierwsza potyczka i od razu zwycięska.:)

Oto dowód, że przed każdym z nas jest zawsze szansa, Kabamaigo, nawet jeśli w którymś momencie zapowiadamy się fatalnie, lub wręcz wcale.;) 

Szansie zresztą zawsze warto pomóc - taki szpinak na przykład można przecież serwować na szereg sposobów, które są w stanie sprawić, że warzywo to będzie nie tylko atrakcyjnie wyglądać, ale też i naprawdę super smakować. Tak jak to ma miejsce w przypadku tego omletu, który jest po prostu przepyszny.:)

Składniki na 2 porcje:
  • 1 i 1/2 łyżeczki oliwy z oliwek
  • 120 g pieczarek pokrojonych w plasterki
  • 1 szklanka sosu pomidorowego
  • 1 duże jajko 
  • 4 białka dużych jajek
  • 1/4 łyżeczki czarnego pieprzu
  • 1 mała posiekana cebula
  • 150 g posiekanego szpinaku (jeśli jest z mrożonki przed zważeniem należy go porządnie odsączyć)
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki tartego parmezanu
Wykonanie:
  1. 1/2 łyżeczki oliwy rozgrzej na małej teflonowej patelni na dużym ogniu. Wrzuć pieczarki i smaż je do lekkiego zrumienienia, ok. 5 minut, co pewien czas mieszając. Dodaj sos pomidorowy. Duś na wolnym ogniu aż całość zgęstnieje, ok. 8-10 minut. Zdejmij z ognia i przykryj.
  2. Ubij białka i jajko z dodatkiem pieprzu na pianę.
  3. Podgrzej resztę oliwy na dużej patelni, na średnim ogniu. Wrzuć cebulę, smaż aż zmięknie, ok. 4 minuty. Mieszając dodaj szpinak i sól, chwilę podsmażaj, aż szpinak zacznie bulgotać. Połowę szpinaku dodaj do naczynia z ubitymi jajkami i wymieszaj. Resztę przełóż na talerz.
  4. Patelnię przepłucz, wytrzyj papierowym ręcznikiem, następnie spryskaj olejem w sprayu i rozgrzej na średnim ogniu. Równomiernie pokryj całą jej powierzchnię mieszaniną jajek, szpinaku i cebuli. Smaż omlet, w razie konieczności podważając jego brzegi tak długo aż jego środek będzie ścięty, ale wciąż wilgotny - ok. 3 minut.
  5. Resztę szpinaku wraz z cebulą rozłóż na połówce omletu i posyp parmezanem. Złóż omlet na pół tak, żeby nadzienie znalazło się w środku. Zmniejsz ogień, przykryj patelnię i podgrzewaj całość jeszcze przez 3-4 minuty.
  6. Wyłóż omlet na półmisek i polej sosem pomidorowo-pieczarkowym. Podawaj natychmiast.
Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Potęga warzyw"

sobota, 19 marca 2011

Makaronowa ZAPIEKANKA Z KURCZAKA I FENKUŁA

Kiedy wspomniałam, że na obiad będzie kurczak, usłyszałam od córki zarzut, że ciągle jemy kurczaka, za to wcale - zgadliście:) - makaronu.
Teza zaiste interesująca.
Definicja "ciągle" w ustach maturzystki oznacza bowiem 2 obiady z kurczakiem na 15 wszystkich, które popełniłam ostatnio.
Okej - co się będę czepiać -  "ciągle" można w końcu pojmować dowolnie. Wszak żyjemy w wolnym kraju.

Ale jak się ma "wcale" do "ciągle" zważywszy, iż zastosowana przeze mnie proporcja dań makaronowych do innych jest dokładnie taka sama?


Zgodnie z logiką mojej córki ma się nijak - bo to jest zupełnie CO INNEGO. To są INNE KATEGORIE. I tego NIE MOŻNA PORÓWNYWAĆ.

Okej - ja tam niespotykanie zgodliwa jestem.
Skoro co innego, skoro inne kategorie i ich porównywanie jest błędem, to zaproponowałam córce zestawienie obydwu czyli obiad w postaci makaronowej zapiekanki z kurczaka.

Pomysł spotkał się z przyjęciem wręcz entuzjastycznym.
Jak się okazuje nudnemu kurczakowi wystarczy tylko zmienić towarzystwo na makaronowe aby naraz awansował w rankingu atrakcyjności, ba - stał się obiektem godnym największego pożądania.
Hmm... kolejny materiał do przemyśleń: ciekawe jaką szansę miałyby z makaronem krewetki, o których jak do tej pory córka nawet nie chce słyszeć?
Zamierzam to przetestować.

Mimo, iż do potrawy użytych zostało dużo i dość wysokokalorycznych składników: makaron, mozarella, parmezan i rodzynki - jej wartość energetyczna wynosi zaledwie ok. 2100 kcal. 
Jak to możliwe?
To skutek tego, iż ponad 50 % dania stanowią warzywa - głównie fenkuł, który jest obok selera jednym z najmniej kalorycznych warzyw na świecie (100 g kopru włoskiego zawiera zaledwie 12 kcal).
To zresztą nie jedyna jego zaleta. Oprócz posiadanych typowych dla wszystkich warzyw walorów zdrowotnych, fenkuł może się jeszcze pochwalić ciekawą właściwością organoleptyczną - silnie anyżkowym posmakiem, który po obróbce cieplnej wprawdzie wyraźnie łagodnieje, niemniej wciąż jest przyjemnie wyczuwalny. 
W prezentowanym przeze mnie dzisiaj daniu połączenie anyżku z rodzynkową słodyczą sprawia, iż jego smak określić można jako wręcz wyrafinowany. 
Gorąco polecam wypróbowanie tegoż właśnie mariażu.:)

Składniki:
  • 2 duże bulwy fenkułu pokrojonego w cienkie plastry
  • 2 pokrojone w talarki czerwone cebule
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 150 g małych pieczarek pokrojonych na ćwiartki
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • sól
  • pieprz
  • 225 g pełnoziarnistego makaronu typu penne
  • 60 g rodzynek
  • 225 g pokrojonego w małą kostkę filetu z piersi kurczaka
  • 400 g niskotłuszczowego serka z czosnkiem i ziołami /użyłam naturalnego 5% serka Turek, 2 ząbków rozgniecionego czosnku i łyżeczki suszonych ziół prowansalskich/
  • 125 g mozzarelli pokrojonej w cienkie plastry /użyłam Zottarelli light firmy Zott/
  • 2 łyżki startego parmezanu
  • opcjonalnie nać fenkułu do dekoracji

Wykonanie:
  1. Fenkuł i cebulę skrop sokiem z cytryny.
  2. Rozgrzej oliwę na bardzo dużej patelni (co najmniej 28 cm średnicy a jeszcze lepiej 32 - ewentualnie usmaż warzywa w dwóch porcjach pamiętając o podzieleniu na porcje również oliwy), wrzuć na nią fenkuł, cebulę i pieczarki, i smaż je na dużym ogniu tak długo aż wyparuje z nich woda, staną się miękkie i zaczną się przyrumieniać. 
  3. Zagotuj wodę i do lekko osolonej wrzuć makaron. Gotuj zgodnie z przepisem na opakowaniu.
  4. Podsmażone warzywa dopraw do smaku solą i pieprzem i przełóż do dużej miski.
  5. Odcedź ugotowany makaron i połącz go z warzywami.
  6. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni.
  7. Do makaronu i warzyw dodaj rodzynki, surowe mięso z kurczaka a następnie ser. Wszystko dokładnie wymieszaj.
  8. Połączone składniki przełóż do naczynia żaroodpornego, przykryj bardzo szczelnie (im szczelniej, tym lepiej) plastrami mozzarelli, posyp parmezanem i włóż do gorącego piekarnika na 30 minut, aż ser przyrumieni się na złocistobrązowy kolor.
  9. Przybierz nacią fenkułu i natychmiast podawaj.

Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Dania niskotłuszczowe"

środa, 2 marca 2011

SPAGHETTI CARBONARA

Przychodzi taki dzień, a zawsze przychodzi, że dziecko stwierdza nagle, że głodne jest, a dawno makaronu nie było, że może by tak zjadło, wszystko jedno co, byleby był to makaron, ewentualnie i tudzież coś w okolicach spaghetti, bo ono, to dziecko, bez makaronu/spaghetti ostatnio tak jakoś marnie przędzie.


Co więc robić?
Robię więc makaron/spaghetti w okolicach.
Temu dziecku.
W trosce o jego przędzę.
(Czymkolwiek jest).;)


Wygląda tłusto, prawda? Nawet sfotografowany tłuszcz sprawia, że potrawy wydają się być smaczniejsze - ciekawy mechanizm działania ludzkiego mózgu...

Tymczasem choć w przepisie jest mowa o łyżeczce oliwy (buteleczka z oliwą do zdjęcia pozuje, a jakże), tak się akurat złożyło, że w mojej carbonarze nie ma jej ani kropli - czego jednakowoż nie polecam, ale cóż - skleroza nie boli;)).

Jako główne źródła tłuszczu mamy tu żółtka i parmezan.
Kilkakrotnie w sieci natknęłam się na ostrzeżenie przed stosowaniem w diecie odchudzającej parmezanu, właśnie z uwagi na posiadaną przez niego wysoką zawartość tłuszczu. Moja opinia na ten temat jest z gruntu odmienna - stosuję go i polecam, ponieważ zawiera dużo białka a przy tym ma na tyle zdecydowany smak, że w przeciwieństwie do wielu innych serów wystarczy dodać go do potrawy dosłownie odrobinę, a natychmiast zyskuje ona na atrakcyjności.

Tutaj również parmezanu jest niedużo, a sprawia on, że pozbawione śmietany i boczku danie nie tylko wciąż można nazywać carbonarą, ale też, że nie odbiega ono od niej smakowo w jakiś porażający sposób.
Za to różni się i to znacznie liczbą kalorii - podczas, gdy oryginał ma ich ok. 900/porcja, wartość energetyczna tej, nie przekracza 450 kcal. Moim zdaniem metamorfoza z gatunku całkiem udanych.:)

A skoro o kaloriach mowa.
Korzystając z wyszperanych w sieci czy innych miejscach przepisów, czasem warto jest spojrzeć na nie nieco bardziej krytycznie.

W znalezionej np. tutaj -> Spaghetti carbonara recepturze podana kaloryczność dania wynosi 550.
Zdziwiło mnie to - to ja tu na rzęsach staję składając te wszystkie składniki, niczym jubiler w misterną dietetyczną całość dla raptem 100 kcal finalnej różnicy?

Jeden rzut oka i od razu widać, że coś tu nie gra.

Sam makaron w ilości 500 g to 1725 kcal:4=430
2 opakowania śmietany 22% (dlaczego tak dużo?) - 400 g - 880 kcal:4=220
4 jajka - 250 g - 350 kcal:4=85
No i boczek - 400 g (zatrważająco ogromna ilość) - zakładając, że chudy, np. z Morlin będzie miał - 1148 kcal:4=287, a nie zakładając, bo w przepisie nie ma o tym mowy, może mieć tych kalorii dodatkowo jeszcze - 223
Razem: od 1022 do 1245 kcal/porcja

Skąd więc te 550 - doprawdy nie wiem.
Wiem natomiast, że kilka pomyłek tego typu i rzędu w miesiącu może obrócić w niwecz każdą dietę.
Zupełnie niechcący. 

Składniki na 2 porcje:
  • 1 mała drobno posiekana cebula
  • 1 łyżeczka oliwy
  • 45 g szynki parmeńskiej pokrojonej na małe kawałki /użyłam chudej, zwykłej/
  • 150 g makaronu pełnoziarnistego linguine lub spaghetti
  • 2 żółtka dużych jaj
  • 20 g parmezanu
  • 1 łyżka posiekanego drobno szczypiorku
  • 1 łyżka drobno posiekanej natki pietruszki
  • 5-6 kropli tabasco /użyłam pikantnego sosu chili/
  • sól
  • pieprz
Wykonanie:
  1. W dużej misce połącz żółtka, parmezan, zioła i tabasco.
  2. Do garnka z lekko osoloną wrzącą wodą włóż makaron po czym gotuj go zgodnie z opisem na opakowaniu.
  3. Na rozgrzaną patelnię wrzuć cebulę, zalej ją gotującą się wodą w ilości 150 ml, doprowadź do wrzenia i duś pod przykryciem na małym ogniu przez 5 minut. Zdejmij pokrywkę, zwiększ ogień i smaż cebulę do całkowitego odparowania z niej wody. 
  4. Dodaj oliwę i szynkę - smaż często mieszając 3-4 minuty aż szynka się zarumieni.
  5. Odcedź makaron, pozostawiając 4 łyżki wody.
  6. Wymieszaj makaron z sosem z żółtek, wodą, cebulą i szynką, i natychmiast podawaj.
Z czym podawać:

Podałam carbonarę z mieszanką sałat, pokrojonym na duże kawałki pomidorem oraz dressingiem z oliwy z oliwek eksta vergine i octu balsamicznego.
    I mam spokój.
    Do następnego razu.
    Zanim usłyszę: - "Wiesz mamo, odczuwam ostatnio tak jakby niedobór makaronu w organizmie..."


    Gotowe!


    Bardzo smacznego!
    Źródło - "Gotuj i chudnij"

    Blog jest obecny w serwisie

    TOP 10 ostatniego miesiąca