"Motywacja jest tym, co pozwala ci zacząć, nawyk jest tym, co pozwala ci wytrwać."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczarki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczarki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lipca 2011

SZASZŁYKI Z TOFU

Sezon grillowy w pełni, a ja dopiero teraz zorientowałam się, że popełniłam dotąd zaledwie jedne -> szaszłyki!
Co za kosmiczna fopa;)!

Wszystko dlatego, że rzadko mam sposobność uczestniczenia w tej rozrywce na łonie natury i moje grille są przeważnie rodem z całorocznego piekarnika. Ale to przecież nie znaczy, że nie mogę wejść w konwencję, prawda?

Pozwolicie, że z tofu wejdę.:)

Dotąd jadłam je jeden raz zaledwie i za nic nie mogę sobie przypomnieć, jak mi smakowało, z czego prosty wniosek, że szału nie było. 
Dopiero niedawna lektura artykułu Agnieszki Kręglickiej o -> tofu uświadomiła mi dlaczego.

"Tofu budzi się do życia, kiedy zanurzamy je w przyprawach."

I wszystko jasne!
Zaniedbany ceremoniał budzenia sera!

Uzbrojona w tę bezcenną wiedzę sięgnęłam po otrzymane w prezencie tofu i tu niespodzianka - okazało się bowiem, że nasza niby to śpiąca tofowa królewna jest najpewniej trzeźwa jak liść o poranku, ponieważ wpakowana przez producenta po pachy w bazylię i rozmaryn, w myśl zasady Pani Kręglickiej, niechybnie pozbawiona została szansy nawet chwilowego zmrużenia oka.:)

Co na to ja?
Przede wszystkim nie wpadłam w panikę (nieprawdopodobne jaka bywam czasem dzielna), tylko zmodyfikowałam przepis na marynatę, ufając, że to dobra decyzja i że moje tofowe szaszłyki nie wyjdą jednak bezpłciowe.

Nie wyszły.

Tzn. bezpłciowe nie wyszły.:) 
Zarówno w smaku, jak i w konsystencji okazały się charakterne dokładnie w sam raz.:)
I tak stałam się fanką twardego, ziołowego tofu w kostce, które mam nadzieję nabędę w takiej postaci również w Polsce. 
Niewykluczając południowo-wschodniej.:)

Składniki (porcja dla 3 osób):
  • 250 g twardego tofu
  • 1 mała czerwona papryka /użyłam 1/2 czerwonej i 1/2 żółtej/
  • 1 bardzo mała cukinia
  • 12 małych pieczarek umytych i osuszonych
Marynata:
  • Sok i skórka starta z 1 cytryny
  • 1 zgnieciony ząbek czosnku
  • 1/2 łyżeczki posiekanego rozmarynu /pominęłam/
  • 1/2 łyżeczki posiekanego tymianku /pominęłam/
  • 1 łyżka oleju z orzechów włoskich /użyłam sezamowego/
Wykonanie:
  1. Wymieszaj składniki marynaty.
  2. Ser odsącz, osusz papierowym ręcznikiem i pokrój w kostkę na 18 kawałków. Wrzuć do marynaty, dokładnie w niej obtocz i odstaw na 30 minut.
  3. Namocz w wodzie 6 drewnianych szpadek.
  4. Wydrąż paprykę i pokrój ją na ok. 2,5 cm kawałki. Blanszuj ją przez 4 minuty we wrzątku, następnie zahartuj zimną wodą i odstaw do ocieknięcia /dzięki temu zabiegowi nie będzie pękała przy nadziewaniu na szpadki i szybciej się upiecze/.
  5. Obieraczką do warzyw obierz cukinię w taki sposób, żeby pozostały na niej wąskie pasy skórki. Pokrój ją na 2,5 cm kawałki.
  6. Nastaw piekarnik na funkcję grillową.
  7. Na szpadki nadziewaj po kolei tofu, paprykę, cukinię i pieczarki. Posmaruj je pozostałą marynatą.
  8. Opiekaj szaszłyki ok. 6-10 minut, co pewien czas je odwracając i smarując resztą marynaty. Podawaj gorące.
Gotowe!


Bardzo smacznego!
Źródło - "Dania niskotłuszczowe"

wtorek, 28 czerwca 2011

JAJKA szpinakowo-pieczarkowe W POMIDORACH

Czy jest tu na sali jakiś szpinakonienawistnik?

Bo gdyby był, to ja jestem skłonna i gotowa uwolnić go od tego jakże destrukcyjnego zaburzenia przy pomocy 7 terapeutycznych jajek w pomidorach. 
Rzecz jasna, że ze szpinakiem.

Akcja jest super promocyjna - rezygnuję z honorarium, jak również wymogu wychwalania mojego lekkiego imienia po wszystkich odpustach;) w zamian oczekując jedynie krótkiego komentarza pod niniejszą notką, w stylu:
- ugotowałem,
- skosztowałem,
- pokochałem.

To naprawdę nic, w stosunku do organoleptycznej rozkoszy, którą gwarantuję całym swoim jestestwem.

No to jak - jest ktoś chętny?





Moje zaproszenie uwzględnia oczywiście również zdeklarowanych już amatorów szpinaku i przy okazji także: jajek, pomidorów, pieczarek i w ogóle lekkiej kuchni. Czujcie się, Kochani, jak u siebie w domu i częstujcie czym chata bogata.:)

Choć nie serwuję blin, a na zdjęciach widać skandynawskie i brytyjskie akcenty, brzmię słowiańsko, prawda?

Skutek Wieczoru Kupały, o którym pisałam przy okazji -> Sałatki z bobu, a który wciąż we mnie tkwi:


("Ballada o próżności" i "Zaręczyny" - oba tańce w technice tańca współczesnego)


i obejrzanych następnie raz za razem trzech rosyjskich filmów - Cyrulik syberyjski, Admirał oraz Spaleni słońcem (ten ostatni polecam szczególnie, jeśli ktoś jeszcze nie widział), przez co całkiem wsiąkłam w konwencję.:)

Uprzedzam pytanie - ani na koncercie ani na seansach nie podawano szpinaku.:)

I bardzo dobrze.

Szpinak to idealne wręcz warzywo na odchudzanie. 
Jest niskokaloryczny. Pobudza przemianę materii i dodatkowo zawiera powodujące przyrost tkanki mięśniowej fitoekdysteruoidy.

Ale skuteczniej się chudnie 
- tańcząc samemu, niż patrząc jak tańczą inni, a także
- nie podżerając podczas oglądania koncertów, filmów czy czytania książek, nawet jeśli przegryzką ma być coś tak zdrowego, jak szpinak (o czym już pisałam w notce o -> bruschettcie).

Za to teraz moment na szpinak jest idealny.
Podobnie jak sposób jego podania - z jajkiem, niedopuszczającym do strat wapnia z organizmu, gdyż zawarty w szpinaku kwas szczawiowy lubi go ze sobą wiązać tworząc szczawiany wapnia - podstawowy budulec kamieni nerkowych. Jajko pełni więc w tej potrawie rolę tarczy ochronnej. Nie da się ukryć, że dodatkowo baaardzo smacznej.:)
Gorąco zachęcam do spróbowania.:)

Składniki:
  • 7 dużych i twardych, ale dojrzałych pomidorów
  • 300 g świeżych liści szpinaku
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 cebula drobno posiekana
  • 300 g pieczarek drobno posiekanych
  • 1/3 szklanki tartej bułki
  • 2 łyżki tartego parmezanu
  • sól
  • pieprz
  • 7 jajek
  • opcjonalnie koperek do posypania


Wykonanie:
  1. Odkrój czubki pomidorów i ostrożnie usuń z nich miąższ /możesz go przechować w lodówce nawet 3 dni i wykorzystać np. do wykonania -> mintaja duszonego w pomidorach/. Każdy pomidor posól dość obficie, następnie ułóż otworem do dołu na papierowym ręczniku.
  2. Umyj szpinak, wilgotny wrzuć do garnka, przykryj i zblanszuj na małym ogniu przez 1-2 minuty.
  3. Rozgrzej oliwę na dużej patelni. Smaż na niej cebulę aż zmięknie, ok. 5 min., dorzuć pieczarki, smaż kolejne 5-7 minut, aż z pieczarek wyparuje woda i zrobią się rumiane. Dodaj szpinak, tartą bułkę, parmezan. Zgaś ogień. Całość przypraw i starannie wymieszaj.
  4. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. Naczynie do zapiekania spryskaj olejem w sprayu.
  5. Napełnij pomidory masą szpinakową nie ugniatając jej zbyt mocno, do 2/3 wysokości /ja niestety zrobiłam to zbyt gorliwie, przez co jajka zaczęły mi się z pomidorów wylewać i po przeprowadzonych akcjach ratowniczych, okazały się średnio fotogeniczne/, rozłóż pomidory w naczyniu, do każdego wbij jajko i zapiekaj przez 20-25 minut, aż jajka się zetną.
  6. Podawaj gorące posypane koperkiem.

Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Potęga warzyw"

sobota, 18 czerwca 2011

GRILLOWANE KANAPKI z jajami

Różnie się nie ma czasu - albo bardziej, albo mniej, ale czasem nie ma się czasu tak bardzo, że się je na obiad śniadanie.:)
Za to, jak na sezon przystało - z grilla i dodatkowo niechude.:)
Nie niechude, w sensie, że tłuste (co za myśli niegrzeczne o blogu lekkim  - a fe!)  tylko, że bogate.:)



A propos bogactwa (tego kanapkowego też) - to w Polsce kocham najbardziej - dostęp do masy świeżych warzyw, które jeszcze rano rosły sobie w najlepsze w czyimś ogródku, a w południe są już na moim talerzu - raj na ziemi.:)

Paradoksalnie skądinąd przykra afera bakteryjna bardzo korzystnie wpłynęła na interesy naszych rodzimych producentów - stoiska warzywne w marketach opustoszały, za to targi, rynki i bazary wprost pękają w szwach. Tu gdzie jedni plajtują, inni zbijają kokosy - jeszcze jeden dowód na to, że wszystko ma swój awers i rewers - wcale nie tylko to, co płaskie z natury, mimo, iż w tym konkretnym przypadku  jak najbardziej o płaskie, bo o kasę akurat chodzi.;)

Tak czy owak osobiście jestem zadowolona - obecna sytuacja zupełnie niechcący (choć zapewne na chwilę jedynie) uzdrowiła nasz polski model żywienia.
W dzisiejszych czasach nie wystarczy bowiem jeść dużo warzyw i owoców, żeby właściwie spełniały one swoją odżywczą funkcję; muszą to być jeszcze produkty dobrej jakości. Pozytywny wpływ na tę jakość ma spożywanie  warzyw sezonowych a także tych uprawianych nie dalej, niż circa about 150 km od miejsca zamieszkania.

A cóż to za dyrdymał, zapytacie.
No nie taki znowu dyrdymał.

Zapraszam do obejrzenia pierwszego odcinka filmu (jest ich osiem w dziesięciominutowych częściach) - Jedzenie ma znaczenie.


Myślę, że mimo wielu niewątpliwie przejaskrawionych informacji, film zawiera też treści na tyle wartościowe, że zdecydowanie warto się z nimi zapoznać.

A póki co zapraszam na swoje obiadowe śniadanie.:)

Składniki:
  • 4 jajka
  • sól
  • pieprz
  • 4 cienkie plastry chudej, okrągłej wędliny o średnicy bułek /użyłam wędzonego kurczaka/
  • 2 duże pieczarki o średnicy bułek pokrojone każda na 2 plastry
  • 2 pełnoziarniste bułki przekrojone na pół
  • 1 duży pomidor o średnicy bułek pokrojony na 4 plastry
  • 1 łyżeczka świeżego koperku lub 1 łyżka szczypiorku

Wykonanie:
  1. Ustaw piekarnik na funkcje grillową.
  2. Rozgrzej patelnię i spryskaj ją olejem w sprayu. Do 4 obręczy do smażenia jajek wbij jajka, przypraw je i smaż ok. 5-6 minut na małym ogniu.
  3. Ułóż wędlinę i pieczarki na ruszcie i opiekaj 2-3 minuty.
  4. Na ruszt dołóż bułki i pomidory. Opiekaj je razem z pieczarkami i wędliną jeszcze przez 2-3 minuty uważając, żeby się nie przypaliły.
  5. Na gotowe bułki kładź po kolei wędlinę, doprawione solą i pieprzem - pomidora i pieczarkę oraz jajko. Posyp wierzchy koperkiem lub szczypiorkiem i podawaj.
  6. Tylko, na Boga, nie na sałacie, co nierozważnie uczyniłam, bo zwilgotnieją...
  7. ;)
Gotowe!


Bardzo smacznego!
Źródło - "Dania niskotłuszczowe"

czwartek, 28 kwietnia 2011

OMLET SZPINAKOWY z sosem pieczarkowym

Szpinak - przedszkolna trauma, której pokonanie zajęło mi niemal 40 lat...

Ale kogo tam kiedyś interesowało, co czuje dziecko, zmuszane do jedzenia  luźnej, zielonej brei, do złudzenia przypominającej krowi placek okraszonej zamiast jakimiś uzdatniającymi go do konsumpcji przyprawami czy dodatkami, jedynie formułką: jedz, bo to zdrowe.

Ot, rzeczywiście argument.
Jak nic zwiększający apetyt na szpinak.
Dorośli bywają paradni.

Dzieci za to na szczęście całkiem nieźle radzą sobie z tym ich specyficznym poczuciem humoru.

Nielubiane pomidory chowałam w przedszkolu do kieszonki fartuszka.
Mama potem pomidory wyrzucała, fartuszek prała i jakoś to funkcjonowało. 
Do czasu kiedy któregoś ranka, w samym rogu kieszonki, zupełnie przez przypadek odkryłam wplątane w nitki, zasuszone, pomidorowe ziarenko.
Fartuszek natychmiast poszedł w odstawkę, a moich pozytywnych uczuć do niego nie przywróciło nawet usunięcie rzeczonego ziarenka i potraktowanie materiału detergentami. Wielokrotne.
Dla mnie fartuszek ów na zawsze pozostał zbrukany - spomidorzony, więc nienawistny.

Na zawsze, czyli dokąd nie opuściłam przedszkola.
Sama, kilka lat później, polubiłam smak pomidorów tak bardzo, że jadłam je już z niekłamaną przyjemnością.

Szpinakowi jednak nie poszło równie łatwo. Rozprawieniem się z niechęcią do niego zajęłam się dopiero rozpoczynając odchudzanie, od potrawy, której tu jeszcze nie prezentowałam - jajek ze szpinakiem zapiekanych - nomen omen - w... pomidorach.:)))
Pierwsza potyczka i od razu zwycięska.:)

Oto dowód, że przed każdym z nas jest zawsze szansa, Kabamaigo, nawet jeśli w którymś momencie zapowiadamy się fatalnie, lub wręcz wcale.;) 

Szansie zresztą zawsze warto pomóc - taki szpinak na przykład można przecież serwować na szereg sposobów, które są w stanie sprawić, że warzywo to będzie nie tylko atrakcyjnie wyglądać, ale też i naprawdę super smakować. Tak jak to ma miejsce w przypadku tego omletu, który jest po prostu przepyszny.:)

Składniki na 2 porcje:
  • 1 i 1/2 łyżeczki oliwy z oliwek
  • 120 g pieczarek pokrojonych w plasterki
  • 1 szklanka sosu pomidorowego
  • 1 duże jajko 
  • 4 białka dużych jajek
  • 1/4 łyżeczki czarnego pieprzu
  • 1 mała posiekana cebula
  • 150 g posiekanego szpinaku (jeśli jest z mrożonki przed zważeniem należy go porządnie odsączyć)
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki tartego parmezanu
Wykonanie:
  1. 1/2 łyżeczki oliwy rozgrzej na małej teflonowej patelni na dużym ogniu. Wrzuć pieczarki i smaż je do lekkiego zrumienienia, ok. 5 minut, co pewien czas mieszając. Dodaj sos pomidorowy. Duś na wolnym ogniu aż całość zgęstnieje, ok. 8-10 minut. Zdejmij z ognia i przykryj.
  2. Ubij białka i jajko z dodatkiem pieprzu na pianę.
  3. Podgrzej resztę oliwy na dużej patelni, na średnim ogniu. Wrzuć cebulę, smaż aż zmięknie, ok. 4 minuty. Mieszając dodaj szpinak i sól, chwilę podsmażaj, aż szpinak zacznie bulgotać. Połowę szpinaku dodaj do naczynia z ubitymi jajkami i wymieszaj. Resztę przełóż na talerz.
  4. Patelnię przepłucz, wytrzyj papierowym ręcznikiem, następnie spryskaj olejem w sprayu i rozgrzej na średnim ogniu. Równomiernie pokryj całą jej powierzchnię mieszaniną jajek, szpinaku i cebuli. Smaż omlet, w razie konieczności podważając jego brzegi tak długo aż jego środek będzie ścięty, ale wciąż wilgotny - ok. 3 minut.
  5. Resztę szpinaku wraz z cebulą rozłóż na połówce omletu i posyp parmezanem. Złóż omlet na pół tak, żeby nadzienie znalazło się w środku. Zmniejsz ogień, przykryj patelnię i podgrzewaj całość jeszcze przez 3-4 minuty.
  6. Wyłóż omlet na półmisek i polej sosem pomidorowo-pieczarkowym. Podawaj natychmiast.
Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Potęga warzyw"

wtorek, 19 kwietnia 2011

RYBA PO JUKATAŃSKU

Kolumbowych odniesień ciąg dalszy (-> kiszki z papryką). Niezamierzenie, bo niczego takiego nie planowałam - żadnych podróżniczych eskapad z serii palcem po mapie. Przynajmniej nie dzisiaj.:)
Chciałam jedynie zjeść naprawdę dobrą rybę, a ta akurat, choć bardzo lubiana, nie gościła na moim stole od dość dawna... jakieś 3 lata, więc czas na nią był już najwyższy.

Ryba po jukatańsku.

Ciekawe tylko kto i kiedy Meksykanom, a może i nawet samym Majom dostarczył pieczarki i czy przypadkiem nie w zamian za paprykę?

No dobrze, już dobrze.:) Żartowałam.:)

Danie przyrządzane w ten sposób robiłam dotąd trzykrotnie, przy czym za każdym razem z innym gatunkiem ryby. Po wykonaniu jej dzisiaj z dorszem, a jeszcze wcześniej z tuńczykiem i łososiem arbitralnie stwierdzam, że jak do tej pory nic nie przebija łososia i że odtąd właśnie jego będę polecała jako stałą rybną bazę tej potrawy. 

Nie dlatego, żebym miała cokolwiek przeciwko smakowi innych ryb, absolutnie nie.
Decydujące znaczenie mają tu zupełnie inne, powiedzmy -  estetyczno-wrażeniowe względy.

Po prostu. To własnie na łososiowym tle najefektowniej prezentuje się oliwkowa zieloność sosu i to łososiowe, zwarte mięso najlepiej współpracuje z chrupkością dyniowych pestek.

Niestety łososia nie udało mi się zdobyć*, a delikatny, biały dorsz jak widać, a może raczej, czego nie widać:), zupełnie zgubił się w paprykowo-pieczarkowym sosie i ryżu. Zapewniam Was jednak, że tam był i że smakował tak mocno, jak tylko dorsz potrafi.:)

* Do właścicieli jedynego sklepu rybnego 
w 70-tysięcznym mieście 
na południowym wschodzie Polski 
- list otwarty

Drodzy Państwo!
Czy mogą mi Państwo wytłumaczyć jaka jest filozofia i sens prowadzenia sklepu z szyldem "rybny", w którym NIGDY nie można dostać świeżych ryb? (I bardzo proszę mi tu nie mydlić oczu wigilijnym karpiem, o którego przed Bożym Narodzeniem człowiek potyka się na ulicy).

Czy zdają sobie Państwo sprawę, że asortyment oferowany przez Państwa - zmieloną rybę w zamrożonych na kość wodnych płytach i makrelę w tomacie kupię niemal w każdym bez wyjątku spożywczym sklepie w mieście?

Zapewniam, że gdyby klienci mieli GWARANCJĘ, że dostaną u Państwa to, co powinno być możliwe do dostania w takim właśnie miejscu, zjawialiby się regularnie i regularnie robili u Państwa zakupy.

Myślicie, że tego nie robią, bo nie lubią ryb, albo bo ich na nie nie stać?
Nie.
Nie przychodzą, bo zwyczajnie nie ma po co i dlatego właśnie Wasz sklep notorycznie świeci pustkami. 

Blask ten zresztą wkrótce może się okazać wręcz oślepiający - tylko patrzeć jak i Poczta Polska, w placówkach której nie uświadczy się pudełek do wysyłki, bo ich miejsce zajmują kołdry, szampony i obrusy, obłoży swoje okienka również rybimi puszkami.

W tym kraju wiele spraw jest postawionych na głowie, albo funkcjonuje wręcz bez niej. Czy koniecznie trzeba do tego grona zaliczyć również i Państwa z założenia tak pożyteczną działalność?
Z uszanowaniem 
Lekka coraz lżejsza

Potrawa ma wartość energetyczną od ok. 1150 do 1800 kcal w zależności od tłustości użytej do niej ryby.

Składniki:
  • 4 filety lub steki z łososia /użyłam filetów z dorsza po ok. 180 g każdy/
  • 2 łyżki soku z limonki
  • sól
  • pieprz
  • 1 zielona papryka
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 drobno posiekana cebula
  • 1 zgnieciony ząbek czosnku
  • 40 g pestek dyni
  • skórka starta z 1 limonki
  • 1 łyżka świeżo siekanej kolendry lub natki pietruszki
  • 1 łyżka świeżo siekanej mieszanki innych dowolnych ziół /użyłam pół łyżki suszonych ziół prowansalskich/
  • 60 g małych pieczarek pokrojonych w cienkie talarki
  • 2-3 łyżki soku z pomarańczy lub białego wina
Wykonanie:
  1. Rybę umyj, osusz, przełóż do płaskiej formy na zapiekanki, skrop i obtocz sokiem z limonki, przypraw solą i pieprzem, przykryj i odstaw na 30-45 minut do lodówki.
  2. Nastaw piekarnik na funkcję grillową. Włóż do niego paprykę, na górną półkę i piecz z każdej strony, aż skórka zrobi się czarna i zacznie pękać. Gotową paprykę wyjmij z piekarnika, owiń na 15 minut w papier, po czym obierz ze skórki, wydrąż i drobno posiekaj.
  3. Olej rozgrzej na patelni na małym ogniu i duś na niej cebulę, czosnek, paprykę i pestki dyni, aż cebula zrobi się miękka.
  4. Dodaj skórkę z limonki, wszystkie zioła oraz pieczarki, smaż 1-2 minuty, następnie mieszankę z patelni wyłóż równomiernie na filety z ryby.
  5. Piekarnik rozgrzej do temperatury 180 stopni. Rybę skrop sokiem pomarańczowym lub winem. Piecz pod przykryciem ok. 30 minut.
  6. Podawaj natychmiast.
Z czym podawać:

Ryba po jukatańsku najlepiej smakuje z ryżem - brązowym lub mieszanką długoziarnistego z dzikim.

Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Dania niskotłuszczowe"


Potrawę dodaję do akcji Kingi -> Ryby!!! i Ireny i Andrzeja -> Dzień Czosnku.

piątek, 15 kwietnia 2011

GULASZ CIELĘCY NA CIEMNYM PIWIE z marchewką, szalotką i pieczarkami

Jest to jedna z pierwszych potraw, od których zaczynałam radykalną zmianę swojego stylu odżywiania się - chyba najbardziej zbliżona do kuchni tradycyjnej - mięso z warzywami i sosem - różniące się od tych klasycznych jedynie bazą tworzącą sos; stanowi ją mianowicie nie bulion, tylko ciemne piwo - porter bałtycki.

Dodatek piwa nadaje daniu nie tylko zdecydowany akcent goryczki ale ubogaca je też i w inne, już nieco subtelniejsze nuty - kawy, karmelu, palonych ziaren - idealnie komponujących się z wyrazistym smakiem mięsa i naturalną słodyczą młodej marchewki.

Tak podejrzewam, że to dzięki niemu mój mąż z wyjątkowym zapałem zgodził się na wówczas jeszcze eksperyment kulinarny, jakim była próba wyeliminowania z naszej codziennej diety wszechobecnych: schabowego i mielonego.
Nie ma to jak zastosowanie w negocjacjach mocnego - w tym przypadku około 8,5%-owego argumentu.;)

Jak widać eksperyment zakończył się pełnym powodzeniem, a ja i mąż z przyjemnością i pewną dozą sentymentu co pewien czas wracamy do potrawy, od której tak wiele się zmieniło w naszej kuchni i całym życiu.:)


Gulasz na ciemnym piwie jest daniem wyjątkowym również z innego powodu. Otóż jak się przed chwilą doliczyłam nakarmiłam nim do tej pory rekordową liczbę osób - przeszło 40! I tylko raz reakcja na niego była inna, niż się spodziewałam.

Jeden z dwóch poczęstowanych nim panów składających mi półki w mieszkaniu pieczołowicie powybierał z niego i pozostawił z boku talerza wszystkie kawałki marchewki.

Jest kilka niezależnych wytłumaczeń takiego zachowania. Pan mógł:

- mieć  hobby (wpisane w CV) - "eliminowanie ze swojej diety wszelkich składników o indeksie glikemicznym powyżej 84",
- uważać kolor pomarańczowy za nietwarzowy,
- być potomkiem Kopciuszka i mieć  genetyczne skłonności do wybierania czego-nie-bądź zewsząd,
- zostać w dzieciństwie zaatakowanym karotką i dotąd tkwić w głębokiej traumie.

Edit:

wersja zaproponowana przez Myniolinkę:
- być zbyt wrażliwy na to, żeby ugryźć takie maleństwo, a co dopiero je zjeść,
wersja  zaproponowana przez Anię:
- mieć kompleks małej formy (...)

Bo opcji, że mu nie smakowała marchewka z mojego gulaszu, zwyczajnie nie przyjmuję do wiadomości.:)

Mówicie jeszcze, że co? Że mógł jej... nie lubić?
Dorosły, dojrzały mężczyzna?
Tak pełnej kruchego wdzięku, tak słodko uroczej, tak apetycznie zniewalającej marchewki?
Normalnie nie wierzę.
;)

Gulasz ma wartość energetyczną ok. 1200 kcal. Bez kaszy.

Składniki:
  • 500 g chudej cielęciny pokrojonej w 2-cm kostkę 
  • sól
  • pieprz
  • 2 łyżki oleju
  • 3 duże pieczarki bez nóżek pokrojone w grubą kostkę
  • 8 dużych drobno posiekanych szalotek (albo jedna bardzo duża cebula)
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 1 butelka - 500 ml ciemnego piwa /użyłam portera z Żywca/
  • 1 łyżka białego octu winnego
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • 500 g młodej marchewki pokrojonej na 5-cm kawałki /użyłam karotki z mrożonki/

Wykonanie:
  1. Umyj i dokładnie osusz mięso, posól je i popieprz.
  2. Rozgrzej olej na dużej patelni i na mocnym ogniu przysmaż mięso aż nabierze brązowego koloru. Przełóż do garnka i przykryj.
  3. Zmniejsz ogień. Na patelnię wrzuć pieczarki i szalotkę. Smaż ok. 5 minut aż się przyrumienią. Mieszając dodaj mąkę, następnie piwo i ocet winny. Doprowadź do wrzenia i całością zalej mięso. Zagotuj. Dodaj tymianek i marchewkę. Przykryj, zmniejsz gaz. Gotuj 1 godzinę i 15 minut na wolnym ogniu, co pewien czas mieszając, aż cielęcina będzie miękka.
Z czym podawać:

Gulasz zdecydowanie najlepiej smakuje z kaszą gryczaną choć i jęczmienna stworzy z nim znakomity duet.:)
I jak każde tego typu danie zyskuje po ponownym podgrzaniu.:)
.
Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Potęga warzyw"

sobota, 19 marca 2011

Makaronowa ZAPIEKANKA Z KURCZAKA I FENKUŁA

Kiedy wspomniałam, że na obiad będzie kurczak, usłyszałam od córki zarzut, że ciągle jemy kurczaka, za to wcale - zgadliście:) - makaronu.
Teza zaiste interesująca.
Definicja "ciągle" w ustach maturzystki oznacza bowiem 2 obiady z kurczakiem na 15 wszystkich, które popełniłam ostatnio.
Okej - co się będę czepiać -  "ciągle" można w końcu pojmować dowolnie. Wszak żyjemy w wolnym kraju.

Ale jak się ma "wcale" do "ciągle" zważywszy, iż zastosowana przeze mnie proporcja dań makaronowych do innych jest dokładnie taka sama?


Zgodnie z logiką mojej córki ma się nijak - bo to jest zupełnie CO INNEGO. To są INNE KATEGORIE. I tego NIE MOŻNA PORÓWNYWAĆ.

Okej - ja tam niespotykanie zgodliwa jestem.
Skoro co innego, skoro inne kategorie i ich porównywanie jest błędem, to zaproponowałam córce zestawienie obydwu czyli obiad w postaci makaronowej zapiekanki z kurczaka.

Pomysł spotkał się z przyjęciem wręcz entuzjastycznym.
Jak się okazuje nudnemu kurczakowi wystarczy tylko zmienić towarzystwo na makaronowe aby naraz awansował w rankingu atrakcyjności, ba - stał się obiektem godnym największego pożądania.
Hmm... kolejny materiał do przemyśleń: ciekawe jaką szansę miałyby z makaronem krewetki, o których jak do tej pory córka nawet nie chce słyszeć?
Zamierzam to przetestować.

Mimo, iż do potrawy użytych zostało dużo i dość wysokokalorycznych składników: makaron, mozarella, parmezan i rodzynki - jej wartość energetyczna wynosi zaledwie ok. 2100 kcal. 
Jak to możliwe?
To skutek tego, iż ponad 50 % dania stanowią warzywa - głównie fenkuł, który jest obok selera jednym z najmniej kalorycznych warzyw na świecie (100 g kopru włoskiego zawiera zaledwie 12 kcal).
To zresztą nie jedyna jego zaleta. Oprócz posiadanych typowych dla wszystkich warzyw walorów zdrowotnych, fenkuł może się jeszcze pochwalić ciekawą właściwością organoleptyczną - silnie anyżkowym posmakiem, który po obróbce cieplnej wprawdzie wyraźnie łagodnieje, niemniej wciąż jest przyjemnie wyczuwalny. 
W prezentowanym przeze mnie dzisiaj daniu połączenie anyżku z rodzynkową słodyczą sprawia, iż jego smak określić można jako wręcz wyrafinowany. 
Gorąco polecam wypróbowanie tegoż właśnie mariażu.:)

Składniki:
  • 2 duże bulwy fenkułu pokrojonego w cienkie plastry
  • 2 pokrojone w talarki czerwone cebule
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 150 g małych pieczarek pokrojonych na ćwiartki
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • sól
  • pieprz
  • 225 g pełnoziarnistego makaronu typu penne
  • 60 g rodzynek
  • 225 g pokrojonego w małą kostkę filetu z piersi kurczaka
  • 400 g niskotłuszczowego serka z czosnkiem i ziołami /użyłam naturalnego 5% serka Turek, 2 ząbków rozgniecionego czosnku i łyżeczki suszonych ziół prowansalskich/
  • 125 g mozzarelli pokrojonej w cienkie plastry /użyłam Zottarelli light firmy Zott/
  • 2 łyżki startego parmezanu
  • opcjonalnie nać fenkułu do dekoracji

Wykonanie:
  1. Fenkuł i cebulę skrop sokiem z cytryny.
  2. Rozgrzej oliwę na bardzo dużej patelni (co najmniej 28 cm średnicy a jeszcze lepiej 32 - ewentualnie usmaż warzywa w dwóch porcjach pamiętając o podzieleniu na porcje również oliwy), wrzuć na nią fenkuł, cebulę i pieczarki, i smaż je na dużym ogniu tak długo aż wyparuje z nich woda, staną się miękkie i zaczną się przyrumieniać. 
  3. Zagotuj wodę i do lekko osolonej wrzuć makaron. Gotuj zgodnie z przepisem na opakowaniu.
  4. Podsmażone warzywa dopraw do smaku solą i pieprzem i przełóż do dużej miski.
  5. Odcedź ugotowany makaron i połącz go z warzywami.
  6. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni.
  7. Do makaronu i warzyw dodaj rodzynki, surowe mięso z kurczaka a następnie ser. Wszystko dokładnie wymieszaj.
  8. Połączone składniki przełóż do naczynia żaroodpornego, przykryj bardzo szczelnie (im szczelniej, tym lepiej) plastrami mozzarelli, posyp parmezanem i włóż do gorącego piekarnika na 30 minut, aż ser przyrumieni się na złocistobrązowy kolor.
  9. Przybierz nacią fenkułu i natychmiast podawaj.

Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Dania niskotłuszczowe"

Blog jest obecny w serwisie

TOP 10 ostatniego miesiąca