"Motywacja jest tym, co pozwala ci zacząć, nawyk jest tym, co pozwala ci wytrwać."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krewetki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krewetki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 czerwca 2011

MINTAJ duszony W POMIDORACH

Tydzień bez ryby to tydzień stracony.

Mogłabym stracić tydzień. 
W listopadzie. 
Ba, nawet całego listopada nie byłoby mi żal. 
Ale mieć w plecy tydzień czerwca? Mojego ukochanego miesiąca?

Nigdy.

Powiem więcej - gdyby było możliwe utrzymać czerwiec przez cały rok codziennym jedzeniem ryb, zrobiłabym to bez mrugnięcia okiem.:)
Tak to jest, jak się kocha po całości.:)
Zresztą sama nie wiem co bardziej - czerwiec czy ryby?:)

Najbardziej - ryby w czerwcu.:)
A dzisiaj szczególnie - mintaja.:)


Dobroczynnych kwasów omega ma on malutko, bo to jedna z najchudszych ryb, ale za to jest niskokaloryczny i wyjątkowo ubogi w rtęć - też miło.:)


Sam z siebie również smakuje tak sobie (podejrzewam, że z uwagi na tę chudość właśnie), toteż zaserwowanie go w sosiku, z niewielkim dodatkiem białego wina, wydało mi się całkiem rozsądnym pomysłem.


I jeśli o mintaja chodzi, pomysł okazał się faktycznie trafiony.
Za to z krewetkami, które posłużyły mu za towarzystwo, poszło trochę gorzej.


Teraz muszę zapamiętać już raz na zawsze, żeby do sosu kupować małe krewetki, np. koktajlowe, te większe zaś przyrządzać jednak w inny sposób (smażenie, bądź grillowanie).
Ewentualnie przed właściwą obróbką jakoś je marynować, gdyż takie sobie zwyczajne wrzucenie tych skorupiaków do łagodnego w wyrazie sosu dało efekt raczej bardziej nijaki - ja tam w każdym razie zachwycona nie byłam, a i mąż jakoś nie lewitował, uznając, całkiem słusznie, że porzuconemu przez krewetki mintajowi dzisiejszy popis wyszedłby znacznie lepiej.


Nic straconego.
Jeszcze mu się da okazję wystąpienia solo, to się będzie mogła ryba wykazać. A dla krewetek będę szukać innego zastosowania, bo te -> hinduskie wciąż i uparcie górą, co się już powoli zaczyna robić nudne.;)


Składniki:

  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 cebula średniej wielkości grubo posiekana
  • 1 por pokrojony w cienkie plasterki
  • 2 ząbki czosnku zgniecione
  • 400 g pomidorów świeżych bez skórki lub krojonych z puszki
  • 2 listki laurowe
  • 50 ml wytrawnego białego wina
  • sól
  • pieprz
  • 750 g filetów białej ryby o zwartym mięsie pokrojonej na kawałki wielkości kęsa /użyłam mintaja/ i owoców morza /użyłam krewetek tygrysich, z których usunęłam wcześniej twarde ogonki/
  • 2 łyżki drobno posiekanej świeżej natki pietruszki

Wykonanie:

  1. Rozgrzej oliwę na średnim ogniu na dużej patelni. Wrzuć na nią cebulę, pora i czosnek. Smaż do lekkiego przyrumienienia, ok. 5 min.
  2. Dodaj pomidory, listki laurowe, wino, sól i pieprz. Doprowadź do wrzenia i duś na wolnym ogniu pod przykryciem ok. 20 min.
  3. Dodaj rybę i duś ok. 5 min. Dodaj owoce morza i duś w zależności od ich rodzaju 5-7 minut.
  4. Przed podaniem posyp całość natką pietruszki i starannie acz delikatnie wymieszaj.

Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Szybko i smacznie - Ryby i owoce morza"

wtorek, 26 kwietnia 2011

KARAIBSKIE SZASZŁYKI z krewetek i ananasa

Krewetki. 
Już jakiś czas temu postawiłam sobie za punkt honoru znaleźć przepis na jak najlepsze, takie choć trochę zbliżone do tych przeze mnie ukochanych, czyli w cieście, których samodzielnie za nic nie potrafię odtworzyć.:( 


Szukam zatem innych rozwiązań - wierzę, że gdzieś czekają na mnie, na to, że je odkryję i że się nimi bez umiaru zachwycę - Domowe Krewetki Idealne.:)


To niestety jeszcze nie te:

Które choć dobre, naprawdę, stawiam na razie na drugim miejscu po -> hinduskich. Na razie, bo jak sądzę, tkwi w nich spory potencjał. Dlatego jeszcze po nie sięgnę - aczkolwiek z pewną modyfikacją. Następnym razem wylądują mianowicie tuż pod spiralą grilla, żeby się mocniej przypiekły z zewnątrz - pragnę, pożądam mega chrupiących krewetek, krewetkowych chipsów wręcz i dotąd będę szukać, aż znajdę takie, które mnie pod tym względem w 100 %-ach zadowolą.:)
Tym zabrakło do setki tych procent... 20, no może 15.:)
Ciekawe jak smakowałyby z grilla takiego ogrodowego?

Myślę, że mogłyby całkiem nieźle. Nawet przeciwnikom krewetek, na czele których niewzruszenie stoi moja mama.

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek w czym można upatrywać swojej niechęci do skosztowania pewnych potraw?

Myślę tak sobie, że czasem ma ona uzasadnienie w fizjologii i jest intuicyjnym unikaniem tego, co autentycznie może organizmowi zaszkodzić.
Znacznie częściej jest jednakże - tak uważam - wyłącznie skutkiem przekonań, które nabyliśmy w drodze socjalizacji i które pielęgnujemy w sobie latami, a nawet przez całe życie z podziwu godną determinacją, w celu...

Na pytanie o cel przebywania w narzuconych samemu sobie granicach, każdy musiałby już sobie odpowiedzieć osobiście.

Co zyskuję trwając uparcie w przekonaniu, że ten lub inny produkt jest niesmaczny i nigdy nawet nie próbując tej tezy zweryfikować?

Poczucie bezpieczeństwa?
Wrażenie sprawowania kontroli?

Miałam około 10 lat, kiedy pojechaliśmy z rodzicami na wakacje, nad jezioro. Moim ulubionym zajęciem było wówczas łowienie małych rybek, takich które zwykle kręcą się tuż przy brzegu i które od zawsze mocno mnie fascynowały - uklejek.
Znałam dobrze ich grzbiety, tymczasem chciałam zobaczyć - ba, dokładnie obejrzeć - jak wyglądają  całe, z boku i od dołu od czubków pyszczków po same ogony.
Mama wsparła więc moją ichtiologiczną pasję ofiarowując mi swoją pończochę, tata zaś - konstruując z niej rybacką sieć wizualnie przypominającą raczej podbierak. Albo siatkę na motyle, których łapaniem zajmowałam się tego lata równie namiętnie, co obserwacją ryb.:)

Pewnego dnia, a ściślej mówiąc wieczora, miałam tak dobre branie, że naraz trafiło mi się 7 rybek, co do których w jednej chwili powzięłam ambitne plany - rozpoczęcia domowego chowu akwariowego i przygotowania ich (utuczenia) do kolejnego sezonu wędkarskiego w charakterze żywej przynęty na szczupaka dla taty.
Rybki powędrowały więc do słoika, słoik na stół, ja zaś, nieco zmęczona połowem, do łóżka a wraz ze mną moje jeszcze nie ujawnione nikomu zamiary.

Po porannym przebudzeniu pierwszą rzeczą, którą zrobiłam było naturalnie sprawdzenie stanu rybek.

Ku mojemu zaskoczeniu w słoiku znajdowała się zaledwie 1/4 wody i żadnej rybki. Tata i brat spali. Odpowiedzi na pytanie co stało się z rybkami mogła mi udzielić jedynie mama.
Ale mamy nie było, ponieważ co rano chodziła do lasu po jagody.
Czekanie na nią trwało chyba z pół mojego życia.

Kiedy wreszcie weszła, zadowolona, z jagodami, do domku, wypaliłam od razu:
- "Nie wiesz, co się stało z moimi rybkami?!"

Reszta wydarzeń działa się jak na zwolnionym filmie.

Mama wzrok na mnie.
Ja wzrok na słoik.
Mama wzrok na słoik, następnie znowu na mnie, sekundę potem dłoń na buzię i wypad przed domek.

To ona. 
To ona w nocy wstała, spragniona sięgnęła po słoik i wypiła moje rybki!

I nie wyszłoby z tego żadne, najmniejsze halo, gdyby sobie tego nie uświadomiła.

Oto jak działa przekonanie.
Steruje naszą percepcją czyli sposobem odbierania i reagowania na bodźce płynące z zewnątrz.

Na każdym gruncie, kulinarnym również, przekonania mogą być tak samo budujące co i destrukcyjne.
Destrukcyjne są zawsze wtedy, kiedy nie tyle stoją w sprzeczności z prawdami głoszonymi przez autorytety (autorytety wszak mogą się mylić), ile, kiedy zagrażają bezpośrednio nam samym, naszemu życiu lub zdrowiu.
A skąd to wiedzieć, jeśli nie od autorytetów właśnie?

Z dietą akurat jest względnie łatwo.
Często wystarczy zaobserwować własne ciało. Ono, poprzez różnego rodzaju dolegliwości, zwykle samo mówi nam, że coś z naszym odżywianiem się jest nie tak, na długo wcześniej, zanim problemy ze zdrowiem zaczną już wręcz destabilizować nasze życie. Mówi to bardzo wyraźnie, jednak do osób żyjących w przekonaniu, że ciało to wyłącznie przytwierdzony do głowy pojemnik do napełniania, nie zaś wymagająca szacunku i troski istotna część ich samych, zwykle niewiele dociera. Przekonaniowy filtr zatrzyma każdą informację, która ośmiela mu się sprzeciwić.

"Przekonania są wrogami prawdy bardziej niebezpiecznymi od kłamstw." 
Nietzsche 

Zachęcam, gorąco zachęcam do próby powalczenia ze swoimi starymi, destrukcyjnymi przekonaniami typu:

Prędzej się pochoruję, niż zjem surową rybę (sushi).
Krewetki są obrzydliwe - nie ma mowy, żebym kiedykolwiek wzięła coś takiego do ust.
Ryb morskich nie jadam, bo śmierdzą.
Itp., itd.

i zbudowania nowych np. takich, że: 

Jedząc często ryby uniknę zawału.:)
Więcej ryb i owoców morza na moim talerzu oznacza dłuższe życie.:)
Ryby i owoce morza wprowadzone na stałe do mojej diety sprawią, że stanę się w widoczny sposób zdrowszy i silniejszy.:)

To ostatnie nie tyczy się osobliwego przypadku mojej mamy, ale wyjątek tylko potwierdza regułę...;)

Wartość energetyczna dania około 500 kcal.

Składniki:
  • 16 ugotowanych krewetek królewskich /użyłam 11/
  • 1 mały ananas
  • opcjonalnie wiórki kokosowe do dekoracji
Marynata:
  • 150 ml soku ananasowego bez cukru
  • 2 łyżki białego octu winnego
  • 2 łyżki brązowego cukru
  • 2 łyżki wiórków kokosowych /użyłam płatków migdałów/

Wykonanie:
  1. Z krewetek usuń twarde ogonki.
  2. Ananasa obierz, przekrój na pół, usuń zdrewniały rdzeń i połowę miąższu pokrój w równą kostkę.
  3. Połowę soku ananasowego rozmieszaj w płaskim, niemetalowym naczyniu wraz z octem, cukrem i wiórkami. Dołóż krewetki, kawałki ananasa, starannie wymieszaj i odstaw na co najmniej 30 minut.
  4. Ananasa i krewetki wyjmij z marynaty i na przemian nadziej na szpadki.
  5. Marynatę przecedź /ponieważ użyłam płatków migdałów nie było potrzeby tego robić/ i przelej do blendera. Pozostałą część ananasa pokrój na kawałki i zblenduj wraz z marynatą i resztą soku na gładki sos.
  6. Włącz piekarnik na funkcję grillową.
  7. Sos przelej na małą patelnię i gotuj przez kilka minut aż zgęstnieje.
  8. Szaszłyki posmaruj sosem i przełóż na ruszt, na najwyższą półkę. Grilluj po 3 minuty z dwóch stron smarując każdy obficie sosem.
  9. Podawaj według uznania posypane wiórkami z gorącym sosem.
Z czym podawać:

Myślę, że pasowałby do nich ryż, choć prawdę powiedziawszy ja zjadłam te krewetki bez żadnych dodatków.:)

Gotowe!


Bardzo smacznego!
Źródło - "Dania niskotłuszczowe"

Potrawę dodaję do akcji Kingi -> Ryby!!!

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

KREWETKI PO HINDUSKU

Okazja wypróbowania na córce -> siły oddziaływania makaronu na inne produkty pojawiła się szybciej, niż myślałam i w okolicznościach sprzyjających mi bardziej, niż bardzo.
Do E. miał przyjść Ważny Gość.
Oznajmiając mi to zapytała, czy może go przyjąć obiadem i czy mogę na ten obiad przygotować makaron.

Impuls skojarzeniowy i:

- "Dobrze - mówię - nie ma sprawy, pod warunkiem, że będzie to makaron z krewetkami".
Spodziewałam się zwyczajowego oporu, konieczności zastosowania szeregu technik negocjacyjnych, planowałam trwające kilka dni zawieranie kontraktu, burzliwe dyskusje, naprzemienne ważenie się siły stanowisk i argumentów, zaczynałam powoli być dumna jak wiele trudności byłam w stanie przewidzieć i z iloma jeszcze się zmierzyć, a usłyszałam krótkie:
-"Okej".

Zaskoczoną odpowiedzią stać mnie było jedynie na głupawy uśmiech.

I mam teraz kolejny dowód na to, że nigdy, człowieku, nie przygotujesz się na każdą ewentualność i że również najbliżsi, których - wydaje się - znamy jak zły szezląg;) mogą nagle okazać się sporą niespodzianką.

Ponieważ gra szła o dużą stawkę - krewetkowe być albo nie być w życiu córki i jej Ważnego Gościa, który dotąd miał przyjemność, ale pojedynczą i nieśmiałą - żadne ryzyko, żadne eksperymenty, żadna improwizacja nie wchodziły w grę. Więcej nawet - przygotowywane krewetki musiały być wypróbowanym, stuprocentowym kulinarnym pewniakiem.

I ja takiego pewniaka chowam w zanadrzu od dość dawna. Pewniaka, którym przekonałam do krewetek bez wyjątku wszystkich nimi dotąd poczęstowanych, w tym 2 osoby z nastawieniem super hiper antykrewetkowym.

Krewetki po hindusku.
Pomysł na krewetkowy debiut pierwszorzędny, ponieważ aromatyczna i kolorowa kuchnia hinduska jest w stanie odwrócić uwagę od wszystkiego tego, co zwykle zniechęca do krewetek - ich naturalistycznej formy i stosunkowo niewyszukanego smaku.

Ale zanim będzie o przepisie, chciałabym jeszcze napomknąć kilka słów o krewetkach w diecie. Nie tylko odchudzającej.
Otóż o krewetkach krąży opinia, że podwyższają poziom cholesterolu.
Z badań również wynika, że to prawda.
Czyli co? Krewetki out?

Zanim wyrzucimy do kosza świeżo zakupione krewetki wniknijmy w tę prawdę nico głębiej.
Podwyższają poziom cholesterolu - ale jakiego?
Wiemy, że są dwa - ten "zły" - LDL i ten "dobry" - HDL.

Zły
osadza się na ścianach tętnic, zmniejsza ich światło powodując miażdżycę czyli chorobę zwyrodnieniową tętnic. Przyczynia się również do powstawania kamieni żółciowych. 
Zawierają go głównie:
tłuste mięso, masło, tłuste mleko, śmietana oraz margaryny utwardzane, ciastka, frytki i chipsy.

Dobry 
obniża całkowity poziom cholesterolu we krwi i usuwa ten zły ze ścianek tętnic czyli nie tylko zapobiega miażdżycy, ale nawet ją cofa. 
Źródła  korzystnie wpływające na poziom tej frakcji to: 
warzywa, owoce, zboża, zioła, ryby, czosnek, olej i oliwa.

No dobrze, to jaki w końcu cholesterol podwyższają te nieszczęsne krewetki?
Otóż wszystko wskazuje na to, że oba - zły o 7%, ale dobry aż o 12, a jako bonus oferują naszemu organizmowi również dodatkowe 13%-owe obniżenie poziomu trójglicerydów - substancji jeszcze niebezpieczniejszych od złego cholesterolu, bo odpowiedzialnych za powstawanie zakrzepów, zawałów i udarów. 
Bilans wychodzi więc bardzo na plus, a to znaczy, że dobrze jest wprowadzić krewetki na stałe do swojej diety, nawet jeśli dotąd nie chciało się o tym nawet słyszeć.:)

Więcej cennych informacji o krewetkach znajdziesz tu -> Krewetki,
a o cholesterolu i trojglicerydach tu -> 17 pogromców cholesterolu 

Wartość energetyczna dania wynosi zaledwie ok. 600 kcal.

Składniki:
  • 1 zgnieciony ząbek czosnku
  • 2 łyżeczki startego korzenia imbiru
  • 2 łyżeczki mielonej kolendry
  • 2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
  • 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
  • 1/4 łyżeczki chili
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 5 łyżek wody
  • 3 łyżki świeżo siekanej kolendry
  • 500 g gotowanych krewetek tygrysich
  • 2 łyżki oleju
  • 2 małe pokrojone w talarki cebule
  • 1 świeża posiekana zielona papryczka chili /użyłam papryczki jalapeno ze słoika/
  • sól
  • pieprz

Wykonanie:
  1. W misce wymieszaj wszystkie przyprawy z wyjątkiem zielonej papryczki, cebuli, soli i pieprzu. Dodaj wodę i koncentrat pomidorowy.
  2. Wrzuć do miski krewetki, obtocz je dokładnie w marynacie i odstaw na 2 godziny.
  3. Rozgrzej olej na patelni, wrzuć cebulę i smaż do mocnego przyrumienienia. Dodaj krewetki z marynatą i chili. Smaż je na dość dużym ogniu, aż się skręcą w pierścionki, po ok. 3-4 minuty z dwóch stron (dłuższe smażenie spowoduje, że staną się łykowate), dopraw solą i pieprzem.
  4. Potrawę podawaj natychmiast udekorowaną posiekaną kolendrą.
Z czym podawać:

Krewetki bardzo dobrze smakują z indyjskim pieczywem i ryżem, raczej jednak nie same, bo mają na to zbyt zdecydowany smak.
Ja podałam je z makaronem tajskim.
I mam w dorobku kolejną dwójkę przeciągniętych na jasną stronę mocy - moją córkę i jej Ważnego Gościa również.:) 

Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Dania niskotłuszczowe"

Potrawę dodaję do rozszerzonej o owoce morza akcji Kingi -> Ryby!!!

Blog jest obecny w serwisie

TOP 10 ostatniego miesiąca