"Motywacja jest tym, co pozwala ci zacząć, nawyk jest tym, co pozwala ci wytrwać."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lekkie kolacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lekkie kolacje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 maja 2011

KULKI SZPINAKOWO-SEROWE

Totalny brak czasu nie pozwala mi odpisywać na komentarze i odwiedzać Wasze blogi - przez co czuję dyskomfort i za co Was serdecznie przepraszam.
A przepraszając przy okazji również dziękuję, że mimo to wpadacie i piszecie (i jeszcze jak miło!), z czego mam niekończącą się radość.:)


Wczoraj, po pojawieniu się ostatniego wpisu Escapade, który posłużył mojemu mężowi za ciekawy materiał do interpretacji - radość nawet podwójną. Przeczytawszy go mąż stwierdził mianowicie, że podniecać się określeniem - wielka - stanowczo nie powinnam, gdyż coś, co jest wielkie i lekkie jednocześnie, musi być puste w środku. I cóżeś Ty narobiła najlepszego, Droga Escapade? Sprowokowałaś mojego męża do wygłoszenia tekstu, po którym śmiałam się do późnego wieczora, zamiast iść spać, jak to ma w zwyczaju zdecydowana większość śmiertelnie zmęczonych.:)))


Spiętrzenie zajęć w pracy sprawia, że niestety nie gotuję, a to czym zajmuję się teraz w kuchni, nosi znamiona bardziej kulinarnego szelmostwa, niż sztuki.

Kategoria dań dokładnie ta sama - placki ze śniegu Lisa Witalisa i moje kulki z sera - osobiście nie widzę specjalnej różnicy.:)

Że co, że przesadzam?
Ach, tak?
To proszę mi uprzejmie podpowiedzieć - w jakim niby charakterze mogą zostać zaserwowane takie kulki?
Kolacji? Przystawki? Pocisków artyleryjskich?

U mnie wystąpiły jako ozdoba na sałatę i to wyszło ok., ale  uzyskanym efektem smakowym nie jestem specjalnie zachwycona.
Może gdyby były mniejsze i jadło by się je na jeden gryz (realne, choć kłopotliwe - np. zrobione w podstawkach do jajek i z samych malutkich liści szpinaku)?
Może gdyby się je podawało z sałatą z dressingiem, żeby całość była bardziej wilgotna?

Nie wiem.

Jedno nie ulega kwestii - przyrządzony w ten sposób szpinak nie ma smaku szpinaku, tylko sera, toteż gwarantuję, że zostałby spokojnie zjedzony nawet przez aktyw Partii Antyszpinakowej, który - to pewne - dostrzegłby w nim cechy każdej po kolei zieleniny, z wyjątkiem akurat tej jednej.:)

Składniki:
  • ok. 70 g świeżychi liści szpinaku średniej wielkości
  • 250 g chudego sera twarogowego /użyłam miękkiego sera 0% tłuszczu z Piask/
  • 1-2 łyżki drobno posiekanych, świeżych ziół - pietruszki, estragonu, szczypiorku
  • sól
  • pieprz

Wykonanie:
  1. Umyj listki szpinaku i odkrój ich ogonki w taki sposób,żeby pozbyć się również ich najtwardszej części z samego liścia.
  2. Wrzuć listki do garnka z wrzącą, lekko osoloną wodą i gotuj pod przykryciem nie dłużej, niż 3 minuty, żeby się nie rozpadły. Odsącz z wody i ostygnięte osusz papierowym ręcznikiem
  3. 4 małe foremki (75 ml) wyłóż najpierw papierem do pieczenia, następnie liśćmi szpinaku, ich lewą stroną do góry, w taki sposób, żeby końce liści wystawały ponad brzegi foremek.
  4. W osobnej misce wymieszaj twaróg z ziołami i dopraw do smaku solą i pieprzem.
  5. Uformuj z twarogu 4 kulki, umieść w foremkach i owiń je szpinakowymi liśćmi zostawiając odsłonięty nieco wierzchołek. Wstaw na 1 godzinę do lodówki.
  6. Podawaj po wyjęciu z foremek.
Z czym podawać:

No właśnie nie wiem...:)

Bardzo smacznego!
Źródło - "Dania niskotłuszczowe"

niedziela, 8 maja 2011

Tuńczykowe VERRINKI Escapade

Kiedy je zobaczyłam na blogu -> Escapade, umieszczone w specjalnie do tego celu przeznaczonych szklaneczkach - tak bezpretensjonalnie urocze, z mety przypadły mi do serca i uznałam, że muszę je zrobić - najlepiej zaraz, już, natychmiast, nie bacząc na brak odpowiednich szklanych akcesoriów.:)

I zrobiłam.:)


Oto jedna z najkrótszych, ale i chyba najbardziej romantycznych historii pojawienia się jakiegoś dania w moim menu.:)

W żelaznym menu - muszę dodać, bo choć Escapade poleca serwowanie verrinek w charakterze przystawki, ja dostrzegłam w nich cechy idealnej wręcz, bo bogatej w białko, potrawy kolacyjnej. A że na redukcji odpowiednio skomponowana kolacja to podstawa, jest absolutnie pewne, że odtąd verrinki - pod tym względem prezentujące się wzorcowo - gościć będą na moim stole już regularnie.:) 
Mimo, iż w ich skład wchodzi przebój kulinarnych straszaków ostatnich lat - duża ryba drapieżna czyli tuńczyk.


Pisząc w ten sposób nie lekceważę bynajmniej poważnego problemu toksyczności produktów przeznaczonych do konsumpcji, z którym ludzkość zmaga się już od jakiegoś czasu i który będzie stale i lawinowo narastać, wprostproporcjonalnie do intensyfikacji toczących się wszelkich procesów cywilizacyjnych, towarzyszącemu im rozwojowi przemysłu, rolnictwa i motoryzacji, i związanych z nimi emisji do atmosfery szkodliwych gazów i pyłów, zanieczyszczenia środowiska metalami ciężkimi, pestycydami, siarką, azotem i wszystkim tym, czego tu jeszcze nie wymieniłam, bo nawet nie mam o tym pojęcia.

Jeśli dodać do tego wszelkie nowoczesne technologie produkowania żywności - na wszystkich etapach i we wszystkich ich formach - genetyczne modyfikowanie roślin, w nienaturalny sposób prowadzoną hodowlę zwierząt (sztuczne skarmianie, masowe stosowanie hormonów, sterydów i antybiotyków) i wreszcie coraz powszechniejsze konserwowanie i utrwalanie produktów przeznaczonych do konsumpcji szybko staje się jasne, że idea zdrowego odżywiania to w dzisiejszych czasach jedynie cel, do którego można dążyć, nie zaś możliwość, po którą się sięga. A jedną z najskuteczniejszych metod zmierzania ku temu celowi, jest maksymalne urozmaicenie diety.

W kontekście ryb, bo w końcu ich miała dotyczyć dzisiejsza notka, sytuacja wygląda następująco:

Otóż przenikająca do środowiska wodnego rtęć zostaje związana w formę organiczną o nazwie metylortęć o toksyczności - jak dowiedziono - znacznie wyższej, niż innych związków rtęci. Choć rtęć spotkać można bez wyjątku we wszystkich produktach spożywczych, z metylortęcią mamy do czynienia głównie  konsumując ryby.

"Żadna ryba nie ucieknie od skażenia rtęcią"1,

jednak nie wszystkich ryb należy obawiać się jednakowo mocno.

Na zatrucie rtęcią narażone są głównie: rekin, miecznik, marlin, makrela królewska, płytecznik i tuńczyk, gdyż  w mięsie tych właśnie, znajdujących się na końcu łańcucha pokarmowego gatunków ryb, może nastąpić nadmierna kumulacja związków rtęci.
Stanie się tak jednakże dopiero wtedy, kiedy będzie ku temu okazja, czyli ryby dożyją odpowiednio zaawansowanego wieku i będą pochodzić z wyjątkowo zanieczyszczonych akwenów wodnych.

Szanse na to wbrew pozorom nie są zbyt duże.

Od wielu już lat, a konkretnie od niespełna pół wieku (ostatnie masowe zatrucie rtęcią pochodzącą z ryb i owoców morza miało miejsce w rejonie zatoki Minemata w 1956 roku) trwa coraz ściślejsza stała kontrola łowisk wodnych pod katem ich skażenia.

" Z końcem lat 70. XX w. zabroniono połowu i sprzedaży ryb w Łabie i przy jej ujściu w Hamburgu, z powodu ponad tysiąckrotnego przekroczenia norm, zawartej w nich rtęci. Podobna sytuacja występuje w Japonii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, państwach nadbałtyckich i wielu innych rejonach świata gdzie rtęć zawarta w ściekach przemysłowych, przedostaje się do rzek i wód morskich powodując skażenie."2

Również wszelkie produkty rybne zanim znajdą się w rynkowym obrocie trafiają pod kontrolę odpowiednich służb weterynaryjnych i sanitarnych, które dbają o to, żeby określone w każdym kraju osobno normy na zawartość toksyn nie były przekraczane.

Czy to znaczy, że nie ma się czym martwić, że jedzenie ryb jest niegroźne?

Na pewno nie bardziej, niż jedzenie czekolady.:)

Żarty żartami, jednak mniej swobodnie do zagadnienia powinny podchodzić na pewno kobiety planujące ciążę, będące w ciąży, karmiące piersią i wychowujące małe dzieci w wieku do lat 5, z powodów, o których każdy zainteresowany nich już sobie sam doczyta, np. tu -> Ryby: co jest zdrowe, a co nie?.

W stosunku do tej grupy osób, za całkowicie bezpieczne uznaje się spożywanie ryb wymienionych, szczególnie zagrożonych gatunków nie częściej niż 1 raz w tygodniu o wadze porcji nie przekraczającej 170 g (1 posiłek rybny) i pozostałych gatunków w ilości 340 g na tydzień (2 posiłki rybne).

Nie więcej.

Ale i nie mniej.:)

"Znacznie bardziej szkodliwe i niebezpieczne dla zdrowia jest niejedzenie ryb - przekonuje Dariush Mozaffarian, dr kardiologii w Harwardzkiej Szkole Zdrowia Publicznego, współautor najnowszych badań, analizujących plusy i minusy konsumpcji ryb.

Ryby i owoce morza są kluczowym źródłem zdrowego dla serca, chudego białka i każdy powinien spożywać około dwóch porcji ryb tygodniowo.

A jeśli zdecydujesz się na ryby bogate w kwasy tłuszczowe Omega-3 ryby (...), możesz dodatkowo obniżyć ryzyko śmierci z powodu zawału serca aż o 36 procent.
Te kwasy tłuszczowe odgrywają również kluczową rolę w prawidłowym rozwoju niemowląt (badania przeprowadzone przez Dr. Emily Oken z Harvard Medical School 1) na grupie kobiet w ciąży wskazują, że każda dodatkowa porcja ryb w tygodniu, zjedzona przez kobietę w ciąży może podnieść poziom inteligencji dziecka o prawie 7%.3) i w walce z depresją u dorosłych."4
Ale dość wymądrzania się na dzisiaj.:)
Teraz będzie sama przyjemna część notki, czyli zamieszczenie nieco zmodyfikowanego pod redukcyjnym kątem przepisu Escapade na zmniejszające ryzyko zawału, dodające mnóstwa energii a przy tym pyszne tuńczykowe verrinki.:)

Składniki:
  • 1 puszka dokładnie odsączonego tuńczyka w sosie własnym (w przeciwieństwie do świeżego tuńczyka, tuńczyk puszkowany znajduje się na liście ryb zagrożonych jedynie umiarkowanym skażeniem rtęcią)
  • 250 g jogurtu naturalnego /użyłam jogurtu 0% tłuszczu Jovi/
  • 1 niepełna łyżka pokruszonych orzeszków ziemnych
  • 1/2 małej cebuli drobno posiekanej
  • sól
  • pieprz kajeński
  • 1 łyżka drobno posiekanych świeżych ziół - natki pietruszki, bazylii, i/lub szczypiorku
  • pęczek rzodkiewki pokrojonej w talarki
  • opcjonalnie zioła do przybrania
Wykonanie:
  1. Rozdrobnionego tuńczyka połącz z jogurtem, cebulą, orzeszkami, ziołami i przyprawami, po czym dokładnie wymieszaj.
  2. Nałóż masę do szklaneczek, przykryj warstwą rzodkiewek, ozdób listkami ziół i podawaj.
Gotowe!

Bardzo smacznego!

Potrawa jest ostatnią dodaną przeze mnie do kończącej się dzisiaj - nad czym ubolewam - akcji Kingi -> Ryby!!! Wiesz, Kingo, chciałabym, żeby Twoja akcja trwała nieustannie.:)

środa, 23 marca 2011

TWAROŻEK Z ŁOSOSIEM i korniszonami

Nie za dużo miałam ostatnio czasu na pisanie i fotografowanie, właściwie wcale, ale na jedzenie i owszem.:) Z tym że po swojemu to głównie śniadań i kolacji, natomiast resztę posiłków przez cały ostatni tydzień jadłam przeważnie poza domem w sposób bardzo, ale to bardzo tradycyjnie polski.:)

Było więc smacznie, jednak średnio zdrowo i mega kalorycznie - a już zwłaszcza dzisiaj, czego skutki z pewnością odbiją się jutro na wadze.

- "Nic to" - jak mawiał (notorycznie) pułkownik Wołodyjowski i jak powiedziała (tylko raz, za to pamiętny) moja szkolna koleżanka Hania po zaliczonym upadku ze schodów w kawiarni.
Długa i szeroka spódnica, w którą wówczas ubrana była Hania, w trakcie ślizgowego lotu tejże zmieniła nagle kierunek i miast dolnej, zasłoniła górną część tułowia koleżanki, wraz z jej głową, całą resztę zaś odsłoniła do przysłowiowego cna.

A pora, trzeba Wam wiedzieć, czerwcową była, więc cno - stosownie - super skąpe.

- "Nic to" - powiedziała wtedy właśnie Hania natychmiast wstając.
Po czym wyprowadziwszy na prostą zbłąkaną spódnicę, omiotła obecne w kawiarni towarzystwo pogardliwym spojrzeniem i wyszła z lokalu z dumnie podniesioną głową.
Nie jak kobieta upadła, ale najprawdziwsza dama.

Takie mam właśnie wzorce - najlepsze - pana Wołodyjowskiego i Hanię.
I powiem, jak oni - "nic to", i na dzisiejszą kolację zaserwuję sobie duuużo białka w formie twarożku z łososiem, i będę chudnąć.
Od jutra.:)

Wartość energetyczna potrawy wynosi ok. 220 kcal.
Ponieważ kolację jem zawsze bez chleba, do jej sporządzenia użyłam nie łososia sałatkowego, a elementów tzw. łososiowych brzuszków; mimo, iż tłustsze, w bezpośredniej konsumpcji są jednak o niebo przyjemniejsze.:)

Składniki:
  • 120 g chudego twarogu /użyłam twarogu 0% tłuszczu z Piask/
  • 50 g jogurtu naturalnego /użyłam jogurtu 0% tłuszczu Jovi/
  • 40 g wędzonego łososia drobno pokrojonego
  • 3 pokrojone na plasterki korniszony
  • sól
  • pieprz
  • opcjonalnie do przybrania plasterek ogórka i 2 wąsy szczypiorku
Wykonanie:
  1. Twaróg starannie rozgnieć, połącz z jogurtem, dopraw solą i pieprzem.
  2. Dodaj łososia i korniszony, i dokładnie wymieszaj.
Gotowe!



Bardzo smacznego!

Przepis dodaję do akcji Kingi -> Ryby!!!

poniedziałek, 7 lutego 2011

TWAROŻEK Z OGÓRKIEM i orzeszkami ziemnymi

"Śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi."

Okej, tylko na pewno nie na diecie redukcyjnej. 

Nie wiem jak działa organizm osoby szczupłej, bo nigdy taką nie byłam, ale organizm grubasa to gąbka na kalorie - raz zostawisz ją suchą, to potem z jednego kęsa wyssie to, co możliwe i drugi raz tyle - taka to cwana bestia. Latami całymi uczyła się magazynować i odkładać każdą nadwyżkę w postaci tłuszczu - dlatego skazana na dietę z ujemnym bilansem energetycznym nie podda się tak łatwo; przycupnie i będzie czekać na jeden nasz błąd, jedną chwilę nieuwagi czy beztroski, a wtedy... zaatakuje i bez wahania zrobi to, w czym jest najlepsza - zacznie GROMADZIĆ.

Jest na to chyba tylko jedna rada - regularne posiłki. Cudowny (i jakże humanitarny) sposób na zmuszenie ciała, żeby przestało poruszać się po skrajnościach, a zaczęło łapać mataboliczną równowagę.
Poskromić bestię. 
Zapowiedzieć jej, że:
- NA PEWNO nie zostanie głodna ale też, że:
- biesiadowania - koleżanko - już więcej nie będzie.
I dotrzymać słowa.

Konsekwencja użyta mądrze i w słusznym celu to gwarancja sukcesu wielu działań, z efektywnym odchudzaniem na czele.

Tylko dlaczego to takie trudne???!!!

Chyba wiem.
Chyba dlatego, że się nie je twarożku na kolację.
Z twarożkiem - o takim:


jest duuużo łatwiej być konsekwentnym.
Serio.;)
Aczkolwiek naukowe wytłumaczenie tego fenomenu - już może przy następnej okazji.;)

Kolacja - zgodnie z zaleceniami dietetyków - białkowa, o wartości energetycznej ok. 250 kcal.

Jedna uwaga - przy zakupie jogurtu zachęcam do przyjrzenia się jego składowi. Te całkowicie odtłuszczone mają na ogół sporą liczbę węglowodanów. Te bez dodatku cukru z kolei, są zazwyczaj bardziej, niż przeciętnie - tłuste. Zaledwie kilku producentom nabiału udało się obniżyć jednocześnie obie wartości. Niestety ich produkty osobiście widziałam jedynie w przestrzeni wirtualnej, zresztą za niebotyczne pieniądze. Dlatego sama kupuję jogurty różnych firm i dobieram je sobie na zasadzie - co mi danego dnia lepiej się komponuje - tłuszcz czy węgle. Widać tak jak mieć, tak i nie mieć nie można wszystkiego.;)

Składniki:
  • 125 g sera twarogowego 0% tłuszczu (1/2 kostki)
  • 100 g jogurtu naturalnego (lub mniej - w zależności od tego jak gęsty lubimy serek - do widelca czy do łyżeczki)
  • 10 g pokruszonych orzeszków ziemnych (1 niepełna łyżka)
  • 60 g świeżego zielonego ogórka
  • sól, pieprz, mielona, słodka papryka


Wykonanie:
  1. Ogórek zetrzyj na tarce o grubych oczkach, posól go lekko i odstaw na parę minut, żeby puścił sok.
  2. Rozgnieć ser z jogurtem i przyprawami. Dodaj orzeszki, następnie odsączonego z nadmiaru soku ogórka. Całość starannie wymieszaj.
Z czym podawać:

Będę brutalnie lakoniczna. 
Z niczym.
    Gotowe!


    Bardzo smacznego!

    Blog jest obecny w serwisie

    TOP 10 ostatniego miesiąca