"Motywacja jest tym, co pozwala ci zacząć, nawyk jest tym, co pozwala ci wytrwać."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dania główne z makaronu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dania główne z makaronu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 lipca 2011

LASAGNE z pepperoni, pieczarkami i szpinakiem

Dawno, dawno temu, w marcu czy jakoś tak, obiecałam Małgosi, że zamieszczę przepis na niskokaloryczną lasagne i oto dzisiaj wywiązuję się ze złożonej jej obietnicy:

Oczywiście nie ma się co łudzić, że zjedzenie porcji takiego dania spowoduje naraz utratę 10 cm w biodrach, co to to nie, bo lasagne zdecydowanie nie jest posiłkiem królującym na turnusach odchudzających;), ale przynajmniej można być pewnym, że tych 10 cm nam nie doda, a to już jest bardzo duże coś.

Skąd ta pewność?
Ano popatrzmy.:)

8 płatów - 135 g makaronu - 480 kcal
250 g sera ricotta - 412 kcal
100 g pepperoni - 373 kcal
250 g sera Turek light - 220 kcal
50 g parmezanu - 226 kcal
100 g mozzarelli light - 157 kcal
1 jajko - 60 g - 139 kcal
750 ml sosu pomidorowego - 180 kcal
150 g pieczarek - 24 kcal
150 g szpinaku - 21 kcal

Podsumowując - 1910 g prezentowanej lasagne zawiera 2090 kcal, czyli 100 g - 109 kcal, podczas kiedy gotowa ze sklepu o ok. 1/3 kcal więcej, a ta robiona w domu, z toną mielonego mięsa wieprzowego pod beszamelem, bardzo często nawet dwa razy tyle!

Jak widać naprawdę nie trzeba wywracać swojej kuchni do góry nogami, wystarczy zaledwie kilka drobnych, bez negatywnego wpływu na odczuwany smak zabiegów, żeby zjadane posiłki stały się lżejsze i tym samym dużo zdrowsze.

Tutaj podstawowy trick polega na użyciu salami.
Jest to obiektywnie bardzo tłusta kiełbasa, ale o tak zdecydowanym charakterze, że już niewielki jej udział potrafi w znaczący sposób podkreślić czy nawet podnieść walory smakowe każdego dania. To np. dzięki niej jest odpowiednio pikantne i znakomicie dosmaczone, mimo, że nie użyłam do niego żadnej przyprawy.:)

Choć prawdę powiedziawszy lasagne tę jadłam wielokrotnie i z samym szpinakiem, a była przy tym tak dobra, że jakiś czas temu nie mogąc się zdecydować czy wolę wersję wegetariańską czy mięsną, połączyłam obie, dzięki czemu nie muszę już robić za osiołka, co to mu, wiecie, w żłoby dano.:)

Takie szpinakowe wydanie znacznie by jednak odchudziło naszą lasagne.
Jak również zastąpienie całej ricotty innym, mniej tłustym serkiem. Naprawdę opcji jest wiele, a wszystkie je z wdzięcznością przyjmie każde serce, zwłaszcza to najbardziej narażone na zawał czyli męskie.:)

Powiedzenie: "Przez żołądek do serca" w dzisiejszych czasach nabrało bardzo przewrotnego znaczenia...

Składniki:
  • 500 g sera ricotta odtłuszczonego /użyłam 250 g ricotty klasycznej i 250 g serka Turek light ze szczypiorkiem/
  • 50 g tartego parmezanu
  • 1 małe jajko
  • 500-750 ml sosu pomidorowego /ja lubię wilgotną, rzekłabym wręcz mokrą lasagne,  dlatego użyłam więcej sosu, ale jeśli ktoś chciałby, żeby trzymała formę, 500 ml będzie lepszą ilością/
  • 8 płatów makaronu lasagne /użyłam makaronu durum z semoliną w opcji bez wstępnego gotowania/
do wyboru:
  • 400 g szpinaku lub
  • 100 g pepperoni + 300 g pieczarek pokrojonych w plasterki lub
  • 100 g pepperoni + 150 g pieczarek pokrojonych w plasterki + 150 g szpinaku lub
  • 200 g zblanszowanych i posiekanych brokułów + 200 g szynki pokrojonej w kostkę
dodatkowo:
  • 100 g tartej mozzarelli light
Wykonanie:
  1. W średniej wielkości misce utrzyj ser ricotta, parmezan i jajko.
  2. Świeży szpinak umyj, usuń ogonki, blanszuj przez około 1-2 minuty we wrzątku, następnie bardzo mocno wyciśnij i posiekaj. Szpinak mrożony wcześniej rozmroź i wyciśnij.
  3. Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 stopni. Spryskaj tłuszczem w sprayu naczynie do zapiekania o wymiarach 23x23x5 cm.
  4. Na dno naczynia wylej niewielką ilość sosu pomidorowego (gros staraj się zostawić na koniec). Ułóż na nim 2 płaty makaronu i lekko dociśnij. Na makaron połóż 1/3 sera, następnie 1/3 szpinaku i/lub 1/3 pieczarek i 1/3 pepperoni. Całą operację powtórz jeszcze 2 razy. Na koniec przykryj lasagne ostatnimi dwoma płatami makaronu, delikatnie je dociśnij i polej resztą sosu w taki sposób, żeby cały makaron znalazł się pod jego powierzchnią, aczkolwiek niekoniecznie musi w nim pływać.
  5. Naczynie zakryj folią aluminiową, ale niezbyt szczelnie. Piecz lasagne 35 minut. Zdejmij folię i posyp wierzch mozarellą. Piecz całość jeszcze 10-15 minut, aż ser się roztopi a sos będzie bulgotał. Żeby ser ładnie się zrumienił, możesz włączyć na kilka minut funkcję grillową.
  6. Przed podaniem lasagne przez chwilę ostudź.

Gotowe!


Bardzo smacznego!
Źródło - "Potęga warzyw"

wtorek, 14 czerwca 2011

SPAGHETTI Z PULPECIKAMI drobiowymi i sosem napoli

Kiedy się o człowieku mówi - pulpet - to się ma zwykle na myśli kogoś okrągłego, grubaska, albo i nawet tłuścioszka w porywach.
Kiedy się o pulpecie mówi pulpet, to się okazuje, że on wcale nie musi być ani okrągły, ani tłusty, ani nawet pulpet!

Na przykład to danie:


Gotowane chude indycze mięsko w kształcie nieforemnych wielościanów a - pulpet!

Do tego, że pulpet, doszłam nie od razu, tylko metodą eliminacji:

Kotlet mielony - potrawa z mięsa mielonego z dodatkami - smażona.

(Tu było najprościej, dalej wszystko się już komplikuje).

Klops - potrawa z mięsa mielonego z dodatkami  - smażona lub pieczona, może być również duszona lub gotowana, nadziewana lub nie.
Klops pieczony w rynience nadziewany gotowanym jajkiem nosi nazwę pieczeni rzymskiej.

(Hmm...)

Pulpet - potrawa z mięsa mielonego z dodatkami duszona lub gotowana.

(Uff! To jest to!)

Wszystko wskazuje na to, że zrobiłam pulpety.

Aczkolwiek tak w stu procentach pewna bym tego nie była, bo to, co pojawia się w necie po rzuceniu na Google przytoczonych  powyżej haseł przypomina bardziej klasyczną... miszkulancję, niż jakąkolwiek sensowną próbę ich wyjaśnienia.
Miszkulancję trochę w pierwszym, ale bardziej w tym drugim znaczeniu - w końcu nie do każdego mielonego mięsa dodajemy śmietanę, nieprawdaż?;)

Zastanawialiście się kiedykolwiek, ilu słów używamy nie mając pojęcia, co tak dokładnie oznaczają?

Dobrze, że kiedy mowa o spaghetti większość co o nim wiadomo nie budzi żadnych wątpliwości - to zarówno włoska potrawa jak i typ makaronu, to też trzeci bohater piosenki przygotowanej przeze mnie na akcję Magdy -> Jedzenie z muzyką w tle.

Teraz gdy przedstawiłam ich już w komplecie -> ziemniaka, spaghetti i -> banana - mogę ją wreszcie zilustrować nagraniem:



A Tobie, Goh, zanim coś zaraz napiszesz, w ripoście za poczynioną przeze mnie niedawno uwagę o muzycznych gustach;), spieszę czym prędzej donieść, że podobnie jak System Of A Down, tak i The Wiglles bynajmniej nie są moim klimatem - to tak, żebyś sobie nie pomyślała, że prezentując akurat Hot Potato mam jakieś warzywne fiu bździu w głowie - nie - nawet z tym teledyskiem na blogu, to nadal ta sama którą znasz, poważna i nobliwa ja Kapusta.
Robiąca poważne pulpety z poważnych lekkuchno miszkulanckich składników.;)

Składniki (porcja dla 4-6 osób):

Pulpety

  • 2 łyżki bułki tartej
  • 4 łyżki serka homogenizowanego niskotłuszczowego /użyłam 3% serka Pilos/
  • 500 g mielonej piersi lub udźca z indyka
  • 1 białko
  • 1 drobno posiekana mała czerwona cebula
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżeczka innych suszonych ulubionych dowolnych ziół i przypraw np. tymianku i/lub bazylii, papryki
  • sól
  • pieprz
  • 1000 ml bulionu z warzyw
  • 500 g makaronu spaghetti pełnoziarnistego
  • parmezan
  • opcjonalnie listki bazylii do przybrania
Wykonanie:
  1. Do średniej wielkości naczynia wsyp bułkę i dodaj serek, zamieszaj i poczekaj aż bułka napęcznieje.
  2. Dodaj mięso, białko, cebulę oraz przyprawy i wyrabiaj masę tak długo aż zacznie odstawać od ścianek naczynia. Odstaw naczynie na parę minut do lodówki.
  3. Zagotuj bulion. Zmniejsz ogień do średniego. Zwilżonymi dłońmi formuj z połowy masy mięsnej kulki wielkości orzecha włoskiego (im mniejsze, tym smaczniejsze) i pojedynczo rzucaj na wrzątek. Poczekaj aż wszystkie kulki wypłyną, odłów je i przełóż do osobnego naczynia. Te same czynności powtórz z pozostałą częścią mięsa.


Sos napoli:
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 2 średnie cebule drobno posiekane
  • 3 zgniecione lub drobno posiekane ząbki czosnku
  • 1200 g pomidorów sparzonych, obranych ze skórki i pokrojonych na kawałki lub 3 puszki pomidorów krojonych
  • 1 łyżka świeżej drobno posiekanej bazylii
  • sól
  • szczypta cukru
Wykonanie:
  1. Rozgrzej oliwę w dużej patelni na średnim ogniu. Na patelnię wrzuć cebulę i czosnek - smaż do lekkiego zrumienienia, ok. 5 minut.
  2. Dodaj pozostałe składniki sosu oraz pulpeciki. Całość duś ok. 20 minut kilka razy mieszając aż sos zgęstnieje.
  3. Przygotuj makaron zgodnie z opisem na opakowaniu.
  4. Spaghetti podawaj gorące posypane parmezanem i przybrane bazylią.
Gotowe!


Bardzo smacznego!

piątek, 3 czerwca 2011

MAKARON Z SZYNKĄ, papryką i oliwkami

Lubicie zmiany?

Osobiście nie wyobrażam sobie bez nich życia; kilka rzeczy i spraw - jak podejrzewam - byłoby zdolnych mnie zabić, a rutynę umieściłabym w ich czołówce - tuż przed prasowaniem i za brakiem przestrzeni dla swobodnego oddechu.
Jest jednak coś, z czym w kontekście zmiany nie idzie mi najlepiej - tj. sam moment przestawiania się z czegoś na coś innego - to sprawia mi niezmiennie spory problem. Upatrywałam go niegdyś w specyfice swojej konstrukcji - no wiecie: - "Helo, to ja, człowiek z  wadą wrodzoną  - genetycznie uszkodzonymi zwrotnicami",  ale od jakiegoś już czasu wiem, że nie o genetykę tu chodzi. Zmiana jest zwykle tym trudniejsza, im bardziej człowiek zaangażuje się w to, z czego wskutek niej musi zrezygnować. Dla mnie zawsze jest mega kłopotem, z tego prostego powodu, iż niestety nie przypominam sobie, żebym robiąc cokolwiek nie wkładała w to 1000, a może i więcej procent siebie.
Poza tym zmiany mnie kochają miłością tak wielką, że nieraz zachodzę w głowę, czym sobie na to zasłużyłam...

Ale dlaczego piszę o tym akurat dzisiaj, przy okazji prezentowania makaronu z szynką?


Tak naprawdę to nie notka jest przy okazji, a właśnie makaron - danie proste i niekłopotliwe w przyrządzeniu, a przy tym niewymagające zbyt długiego czasu przygotowania - potrawa idealna na okres przejściowy pomiędzy tym, co już się skończyło, a tym, co wraca lub nadchodzi i co trzeba będzie - ponownie lub na nowo oswajać...

Tkwię w nim - nie w makaronie, a w tym transitional periods - wciąż lekko oszołomiona i jeszcze niezupełnie, po ostatnim zakręceniu, przytomna, płaczę przy cebuli, przedzielam oliwki na pół, kroję paprykę i myślę sobie, że chyba tak już będzie, że niektórzy tak mają, że muszą żyć od zmiany do zmiany i że nawet znajdują w tym pewną, może nieco masochistyczną, niemniej - bez wątpienia - przyjemność. 

Ja w każdym razie znajduję:), na moment przestawiania zwrotnicy:) - przepis na kolorowo optymistyczny makaron, który polecam dzisiaj wszystkim ciągle w drodze i tym, którym dopiero marzą się silniejsze wrażenia.:) 
Z gwarancją 100% -owej satysfakcji.:)

Składniki:
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 250 g szynki z indyka pokrojonej w plastry wielkości kęsa
  • 2 średnie cebule pokrojone w cienkie półplasterki
  • 3 duże różnokolorowe papryki pokrojone w cienkie paski
  • 2 ząbki czosnku drobno posiekane
  • 1 łyżeczka suszonej bazylii
  • 1/2 szklanki drylowanych, czarnych oliwek
  • 1 łyżka octu balsamicznego
  • sól
  • pieprz
  • 250 g makaronu pełnoziarnistego rotelle lub farfalle
  • tarty parmezan
  • opcjonalnie świeże listki bazylii do przybrania
Wykonanie:
  1. Rozgrzej oliwę na średnim ogniu, na dużej teflonowej patelni (średnica min. 28 cm). Wrzuć szynkę i cebulę. Podsmażaj ok. 5-8 minut aż cebula się zeszkli, a szynka lekko zrumieni. Dodaj papryki, czosnek i bazylię. Smaż ok. 10 minut, aż papryka całkowicie zmięknie - w razie konieczności przykryj całość przykrywką.
  2. Ugotuj makaron zgodnie z przepisem na opakowaniu. Odlej zachowując 1/4 szklanki wody.
  3. Zdejmij patelnię z ognia. Dodaj oliwki, ocet, sól i pieprz.
  4. Wymieszaj makaron z warzywnym sosem i pozostawioną wodą. Podawaj natychmiast posypany parmezanem.
Gotowe!
 
Bardzo smacznego!
Źródło - "Potęga warzyw"

piątek, 20 maja 2011

TAGLIATELLE ZE SZPARAGAMI, szalotką i carpaccio

Miałam poprzestać na dwóch razach.
Miałam sobie oszczędzić, więcej - w ogóle nie zapuszczać się w rejony dylematu czy to, co robię, to jeszcze szaleństwo czy może już monotematyczność.
Miałam się rozejrzeć za rabarbarem.


I rozejrzałam, z sukcesem, a jakże.:)


Tyle, że nawet nie wiem kiedy, obok różowych rabarbarowych łodyżek w moim koszyku znalazły się także inne - białe, zakończone smukłymi główkami - podejrzanie nie przypominające rabarbaru.
Po dokładnych oględzinach dokonanych już w domu, gruntownym przestudiowaniu szeregu mądrych ksiąg począwszy od tych o charakterze encyklopedii po kucharskie, przeprowadzonych kilku konsultacjach wysoko specjalistycznych i paru dyskusjach na niższych szczeblach, wszystko stało się jasne - znów kupiłam szparagi.


No już trudno, co zrobić.
Trud - przeżyję, zagwozdkę - przemyślę.;)

Nie ja pierwsza i nie ostatnia, o czym zresztą wiem już od dawna, z niegdysiejszego recitalu Magdy Umer:

Jechały dwie koleżanki, szare, z siatami i jedna mówi do drugiej: - "Wiesz, mnie najbardziej męczy to myślenie." 
Na co druga: - "A ja w ogóle nie myślę. Smażę im mielone na trzy dni, a potem niech sami sobie odgrzewają."

Ale szparagi to nie kotlet (na szczęście zresztą:)).
Można z nich przyrządzić dziesiątki, jeśli nie setki dań, a cały kłopot polega na tym, żeby w tym oceanie dobrych i lepszych receptur wypatrzeć te najatrakcyjniejsze smakowo. Jak mi się to tak szybko udało - pojęcia nie mam - łut szczęścia, bo przecież znawca tematu ze mnie żaden - zaledwie trzecie podejście i BINGO!

Oto moje szparagi No.1!

Co oczywiście nie znaczy, że tym samym wszystko w ich temacie zostało już przeze mnie powiedziane, co to, to nie, ale kilka rzeczy jak najbardziej - to szparagi z carpaccio będą odtąd otwierały każdy kolejny mój szparagowy sezon i to za nimi będę tęsknić od maja do maja. 
Już tęsknię... 

Składniki - porcja dla 3 osób:
  • 1 pęczek umytych, oczyszczonych i w razie konieczności obranych szparagów
  • 250 g makaronu tagliatelle pełnoziarnistego
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżka masła sklarowanego ghee
  • 1 szalotka drobno posiekana
  • 100 g polędwicy wołowej carpaccio pokrojonej w wąskie paseczki
  • 150 g serka homogenizowanego /użyłam serka Pilos 3%/
  • pieprz
  • 2 łyżki startego parmezanu

Wykonanie:
  1. Szparagi pokrój na od 0,5 (białe) do 1 cm (zielone) kawałki pozostawiając małe główki.
  2. Do garnka z lekko osoloną wrzącą wodą wrzuć makaron i ugotuj zgodnie z opisem na opakowaniu. Odlej wodę pozostawiając 1/3 szklanki. Makaron przełóż z powrotem do garnka.
  3. Na dużej patelni rozgrzej oliwę i masło. Wrzuć szalotkę i smaż 2 minuty aż zmięknie. Dodaj carpaccio i smaż 2-3 minuty, do przyrumienienia często mieszając. Dodaj szparagi i smaż 5 minut, do czasu aż będą miękkie ale wciąż jędrne. Dodaj serek. Całość doprowadź do wrzenia.
  4. Polej sosem makaron pozostawiając kilka łyżek na patelni. Dopraw pieprzem i wymieszaj w razie konieczności dodając pozostawioną wodę.
  5. Podawaj makaron polany po wierzchu resztą sosu i posypany parmezanem.
Gotowe!

Bardzo, oj bardzo, smacznego!
Źródło - "Szybko i smacznie"

sobota, 14 maja 2011

Śmieszne SPAGHETTI AZJATYCKIE

Ta potrawa jest śmieszna.
Nie dość, że sama w sobie, to jeszcze ja robię ją dodatkowo w śmieszny sposób.


Śmieszna, ponieważ pół japońska, pół chińska w wyrazie - japońskie ma składniki, a chińskie dodatki.
Śmieszna również dlatego, że nie jest jasne, w jakim charakterze powinna być podawana. 
W przepisie jest mowa o daniu głównym, ale serwowanym na zimno.
Obiad na zimno i jeszcze makaron - nie bacząc na szereg wątpliwości zdecydowałam się kiedyś na takie doświadczenie. 
Wrażenia? 
Zdębiałe kluski, o zduszonym smaku, aromacie i dodatkowo nieciekawym wyglądzie.  
Odradzam.

Na gorąco z kolei - taki eksperyment też już mam za sobą - danie ulega innej niekorzystnej przemianie - traci swój pierwotny, nietypowy charakter, który nadają mu surowe dodatki warzywne.
Też niedobrze.

Po kilku przymiarkach zdecydowałam się więc na rozwiązanie pośrednie - wersję na ciepło.
I tę właśnie, jako w stu procentach trafioną, zdecydowanie polecam.:)

Teraz jeszcze krótkie wyjaśnienie co takiego śmiesznego robię z tym spaghetti ja.:)

Otóż zwyczajowo nie sporządzam go na bazie japońskiego makaronu, ani japońskiej rzodkwi. Zamiast nich używam szpinakowego makaronu orkiszowego i białej rzodkwi, domyślam się więc, jak bardzo musi ono odbiegać smakowo od swojego pierwowzoru. 

"Prawie" robi wielką różnicę, wiem.

W kuchni jednak to "prawie" wcale niekoniecznie robi różnicę in minus - przekonywałam się o tym wielokrotnie i nierzadko z wielką radością tudzież podekscytowaniem towarzyszącym zapewne wszystkim odkrywającym nowe  możliwości - nieistotne - przypadkowo czy zamierzenie. 
To spaghetti jest możliwością nadzwyczaj udaną.:)
I śmieszną.:)

Składniki:
  • 175 g japońskiego lub chińskiego makaronu typu spaghetti /użyłam szpinakowego makaronu orkiszowego/
  • 125 g ogórka sałatkowego startego na tarce o grubych oczkach
  • 125 g rzodkwi japońskiej startej na tarce o cienkich oczkach /użyłam białej rzodkwi/
  • 125 g marchwi startej na tarce o cienkich oczkach
  • 1/2 pęczka drobno posiekanej dymki zarówno części białych, jak i zielonych
  • 1 łyżka posiekanych, prażonych orzeszków ziemnych
Sos:
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego
  • 2 łyżki masła orzechowego z kawałkami orzechów
  • 2 łyżki jasnego sosu sojowego
  • 1 łyżka białego octu winnego
  • 1 łyżeczka płynnego miodu
Wykonanie:
  1. W zamykanym słoiku połącz składniki sosu, zakręć go dokładnie i energicznie wstrząśnij.
  2. Ugotuj makaron zgodnie z przepisem na opakowaniu. Odlej, przelej ciepłą wodą, wrzuć z powrotem do garnka, polej połową sosu i wymieszaj. Dodaj do makaronu warzywa, całość ponownie starannie wymieszaj.
  3. Podawaj spaghetti polane resztą sosu i posypane orzeszkami.

Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Dania niskotłuszczowe"

czwartek, 21 kwietnia 2011

MAKARON ZAPIEKANY Z KAPUSTĄ PEKIŃSKĄ

Straszne spiętrzenie robót mam znowu ostatnio, więc gotuję jak żyję, trochę pospiesznie, chaotycznie i na łapu capu, czego zresztą organicznie wręcz nie znoszę.

E. spaceruje po ulicach Paryża (chyba), bo z SMS-a: "U nas super! Całe dnie jesteśmy na zajęciach albo zwiedzamy" nie za wiele można wydedukować.
Ja kupuję nowy aparat, po który pojadę dzisiaj swoim samochodem wciąż na zimowych oponach.
Kotu zepsuło się sikanie, a zdaję sobie sprawę czym to grozi.
Nie umyłam okien.
Przede mną mega gorący tydzień w pracy.
I do tego wszystkiego czuję lawinowo narastający głód słodyczy.

Dlaczego on nachodzi mnie zawsze wtedy, kiedy wszystko się komplikuje?

Głupio pytam.
Przecież wiem to aż nadto dobrze.

Dlatego.

I tylko wciąż nie wiem czym, oprócz czekolady i pochodnych, mogłabym go zaspokoić. 
Bo niestety nie makaronem z kapustą.

On nie działa.
Jemu do czekolady, albo kawałka ciasta, najlepiej takiego z masą toffi, albo lodów Tillamook - The Peanut Butter Chocolate - najlepszych na świecie (oj, bo coś się zaczynam niebezpiecznie nakręcać) - tak daleko, jak stąd do... do... nie wiem dokąd, ponieważ aż tam to jeszcze nie byłam.

Ale skoro padło już hasło - makaron z kapustą, to może rozwinę temat.

Nie wiem co jest z tym makaronem, że na 4 podejścia, które do niego zrobiłam, aż 3 zakończyły się jedynie połowicznym zwycięstwem, hmm... porażką w zasadzie, mimo, iż prostsze danie trudno sobie wyobrazić. Dziwne, prawda?:)

W oryginalnym przepisie w skład tej potrawy wchodzi jarmuż. Kiedyś - raz, jeszcze w sieci Albert - udało mi się go kupić, niestety mimo, iż zrobiłam wszystko jak trzeba - jarmuż wyszedł twardy i dodatkowo gorzki.
Kolejnym więc razem zastąpiłam go kapustą pekińską i to był starzał w 10!
Zachęcona sukcesem chciałam go powtórzyć - popisać się przed E., która nie jadła tej udanej wersji, ale omyłkowo, zamiast kapusty pekińskiej zleciłam jej zakup włoskiej - no i znowu było twardo i łykowato.
Teraz, chcąc zatrzeć złe wrażenie, nabyłam pekinkę. Wymyśliłam natomiast, że zapiekanka będzie idealnym miejscem do ukrycia w niej pełnoziarnistego makaronu.
Błąd.
W zestawieniu z subtelną kapustą makaron razowy wypadł ciężko i topornie - o niebo lepszy byłby durum - w diecie redukcyjnej sprawdzający się niemal tak samo dobrze. 
Tyle, że nie wiem, kiedy danie ponownie pojawi się na moim stole, bo chwilowo mam go już trochę dość.;) Ono mnie zresztą chyba też;)

Składniki:
  • 225 g makaronu penne lub rigatoni z pszenicy durum
  • 1/2 łyżki oliwy z oliwek
  • 3 ząbki czosnku w cienkich plasterkach
  • 200 g kapusty pekińskiej posiekanej
  • 1 i 1/2 szklanki soku pomidorowego
  • 125 g chudego sera ricotta /użyłam po połowie pełnotłustej ricotty i homoserka Pilos 3%/
  • 50 g tartego niskotłuszczowego sera mozzarella /użyłam Zottarelli firmy Zott/
  • czarne oliwki bez pestek do przybrania

Wykonanie:
  1. Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 stopni. Spryskaj naczynie do zapiekania olejem w sprayu.
  2. Wrzuć makaron do wrzątku i ugotuj zgodnie z przepisem na opakowaniu.
  3. Rozgrzej oliwę na średnim ogniu, wrzuć czosnek i podsmażaj aż uzyska złoty kolor, nie za długo, bo zrobi się gorzki. Dodaj kapustę. Podsmaż do zrumienienia. Przełóż do dużej miski. Dodaj sos pomidorowy, ser ricotta i wymieszaj.
  4. Odlej makaron i wrzuć do miski z sosem. Wymieszaj. Przełóż do żaroodpornego naczynia i posyp mozzarellą. Przykryj przykrywką lub folią aluminiową.
  5. Piecz 30 minut. Odkryj i całość jeszcze raz starannie wymieszaj. Piecz kolejne 10 minut, aż zapiekanka zacznie się z wierzchu delikatnie przyrumieniać.
  6. Przed podaniem przybierz ją oliwkami.
Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Potęga warzyw"

sobota, 19 marca 2011

Makaronowa ZAPIEKANKA Z KURCZAKA I FENKUŁA

Kiedy wspomniałam, że na obiad będzie kurczak, usłyszałam od córki zarzut, że ciągle jemy kurczaka, za to wcale - zgadliście:) - makaronu.
Teza zaiste interesująca.
Definicja "ciągle" w ustach maturzystki oznacza bowiem 2 obiady z kurczakiem na 15 wszystkich, które popełniłam ostatnio.
Okej - co się będę czepiać -  "ciągle" można w końcu pojmować dowolnie. Wszak żyjemy w wolnym kraju.

Ale jak się ma "wcale" do "ciągle" zważywszy, iż zastosowana przeze mnie proporcja dań makaronowych do innych jest dokładnie taka sama?


Zgodnie z logiką mojej córki ma się nijak - bo to jest zupełnie CO INNEGO. To są INNE KATEGORIE. I tego NIE MOŻNA PORÓWNYWAĆ.

Okej - ja tam niespotykanie zgodliwa jestem.
Skoro co innego, skoro inne kategorie i ich porównywanie jest błędem, to zaproponowałam córce zestawienie obydwu czyli obiad w postaci makaronowej zapiekanki z kurczaka.

Pomysł spotkał się z przyjęciem wręcz entuzjastycznym.
Jak się okazuje nudnemu kurczakowi wystarczy tylko zmienić towarzystwo na makaronowe aby naraz awansował w rankingu atrakcyjności, ba - stał się obiektem godnym największego pożądania.
Hmm... kolejny materiał do przemyśleń: ciekawe jaką szansę miałyby z makaronem krewetki, o których jak do tej pory córka nawet nie chce słyszeć?
Zamierzam to przetestować.

Mimo, iż do potrawy użytych zostało dużo i dość wysokokalorycznych składników: makaron, mozarella, parmezan i rodzynki - jej wartość energetyczna wynosi zaledwie ok. 2100 kcal. 
Jak to możliwe?
To skutek tego, iż ponad 50 % dania stanowią warzywa - głównie fenkuł, który jest obok selera jednym z najmniej kalorycznych warzyw na świecie (100 g kopru włoskiego zawiera zaledwie 12 kcal).
To zresztą nie jedyna jego zaleta. Oprócz posiadanych typowych dla wszystkich warzyw walorów zdrowotnych, fenkuł może się jeszcze pochwalić ciekawą właściwością organoleptyczną - silnie anyżkowym posmakiem, który po obróbce cieplnej wprawdzie wyraźnie łagodnieje, niemniej wciąż jest przyjemnie wyczuwalny. 
W prezentowanym przeze mnie dzisiaj daniu połączenie anyżku z rodzynkową słodyczą sprawia, iż jego smak określić można jako wręcz wyrafinowany. 
Gorąco polecam wypróbowanie tegoż właśnie mariażu.:)

Składniki:
  • 2 duże bulwy fenkułu pokrojonego w cienkie plastry
  • 2 pokrojone w talarki czerwone cebule
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 150 g małych pieczarek pokrojonych na ćwiartki
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • sól
  • pieprz
  • 225 g pełnoziarnistego makaronu typu penne
  • 60 g rodzynek
  • 225 g pokrojonego w małą kostkę filetu z piersi kurczaka
  • 400 g niskotłuszczowego serka z czosnkiem i ziołami /użyłam naturalnego 5% serka Turek, 2 ząbków rozgniecionego czosnku i łyżeczki suszonych ziół prowansalskich/
  • 125 g mozzarelli pokrojonej w cienkie plastry /użyłam Zottarelli light firmy Zott/
  • 2 łyżki startego parmezanu
  • opcjonalnie nać fenkułu do dekoracji

Wykonanie:
  1. Fenkuł i cebulę skrop sokiem z cytryny.
  2. Rozgrzej oliwę na bardzo dużej patelni (co najmniej 28 cm średnicy a jeszcze lepiej 32 - ewentualnie usmaż warzywa w dwóch porcjach pamiętając o podzieleniu na porcje również oliwy), wrzuć na nią fenkuł, cebulę i pieczarki, i smaż je na dużym ogniu tak długo aż wyparuje z nich woda, staną się miękkie i zaczną się przyrumieniać. 
  3. Zagotuj wodę i do lekko osolonej wrzuć makaron. Gotuj zgodnie z przepisem na opakowaniu.
  4. Podsmażone warzywa dopraw do smaku solą i pieprzem i przełóż do dużej miski.
  5. Odcedź ugotowany makaron i połącz go z warzywami.
  6. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni.
  7. Do makaronu i warzyw dodaj rodzynki, surowe mięso z kurczaka a następnie ser. Wszystko dokładnie wymieszaj.
  8. Połączone składniki przełóż do naczynia żaroodpornego, przykryj bardzo szczelnie (im szczelniej, tym lepiej) plastrami mozzarelli, posyp parmezanem i włóż do gorącego piekarnika na 30 minut, aż ser przyrumieni się na złocistobrązowy kolor.
  9. Przybierz nacią fenkułu i natychmiast podawaj.

Gotowe!

Bardzo smacznego!
Źródło - "Dania niskotłuszczowe"

środa, 2 marca 2011

SPAGHETTI CARBONARA

Przychodzi taki dzień, a zawsze przychodzi, że dziecko stwierdza nagle, że głodne jest, a dawno makaronu nie było, że może by tak zjadło, wszystko jedno co, byleby był to makaron, ewentualnie i tudzież coś w okolicach spaghetti, bo ono, to dziecko, bez makaronu/spaghetti ostatnio tak jakoś marnie przędzie.


Co więc robić?
Robię więc makaron/spaghetti w okolicach.
Temu dziecku.
W trosce o jego przędzę.
(Czymkolwiek jest).;)


Wygląda tłusto, prawda? Nawet sfotografowany tłuszcz sprawia, że potrawy wydają się być smaczniejsze - ciekawy mechanizm działania ludzkiego mózgu...

Tymczasem choć w przepisie jest mowa o łyżeczce oliwy (buteleczka z oliwą do zdjęcia pozuje, a jakże), tak się akurat złożyło, że w mojej carbonarze nie ma jej ani kropli - czego jednakowoż nie polecam, ale cóż - skleroza nie boli;)).

Jako główne źródła tłuszczu mamy tu żółtka i parmezan.
Kilkakrotnie w sieci natknęłam się na ostrzeżenie przed stosowaniem w diecie odchudzającej parmezanu, właśnie z uwagi na posiadaną przez niego wysoką zawartość tłuszczu. Moja opinia na ten temat jest z gruntu odmienna - stosuję go i polecam, ponieważ zawiera dużo białka a przy tym ma na tyle zdecydowany smak, że w przeciwieństwie do wielu innych serów wystarczy dodać go do potrawy dosłownie odrobinę, a natychmiast zyskuje ona na atrakcyjności.

Tutaj również parmezanu jest niedużo, a sprawia on, że pozbawione śmietany i boczku danie nie tylko wciąż można nazywać carbonarą, ale też, że nie odbiega ono od niej smakowo w jakiś porażający sposób.
Za to różni się i to znacznie liczbą kalorii - podczas, gdy oryginał ma ich ok. 900/porcja, wartość energetyczna tej, nie przekracza 450 kcal. Moim zdaniem metamorfoza z gatunku całkiem udanych.:)

A skoro o kaloriach mowa.
Korzystając z wyszperanych w sieci czy innych miejscach przepisów, czasem warto jest spojrzeć na nie nieco bardziej krytycznie.

W znalezionej np. tutaj -> Spaghetti carbonara recepturze podana kaloryczność dania wynosi 550.
Zdziwiło mnie to - to ja tu na rzęsach staję składając te wszystkie składniki, niczym jubiler w misterną dietetyczną całość dla raptem 100 kcal finalnej różnicy?

Jeden rzut oka i od razu widać, że coś tu nie gra.

Sam makaron w ilości 500 g to 1725 kcal:4=430
2 opakowania śmietany 22% (dlaczego tak dużo?) - 400 g - 880 kcal:4=220
4 jajka - 250 g - 350 kcal:4=85
No i boczek - 400 g (zatrważająco ogromna ilość) - zakładając, że chudy, np. z Morlin będzie miał - 1148 kcal:4=287, a nie zakładając, bo w przepisie nie ma o tym mowy, może mieć tych kalorii dodatkowo jeszcze - 223
Razem: od 1022 do 1245 kcal/porcja

Skąd więc te 550 - doprawdy nie wiem.
Wiem natomiast, że kilka pomyłek tego typu i rzędu w miesiącu może obrócić w niwecz każdą dietę.
Zupełnie niechcący. 

Składniki na 2 porcje:
  • 1 mała drobno posiekana cebula
  • 1 łyżeczka oliwy
  • 45 g szynki parmeńskiej pokrojonej na małe kawałki /użyłam chudej, zwykłej/
  • 150 g makaronu pełnoziarnistego linguine lub spaghetti
  • 2 żółtka dużych jaj
  • 20 g parmezanu
  • 1 łyżka posiekanego drobno szczypiorku
  • 1 łyżka drobno posiekanej natki pietruszki
  • 5-6 kropli tabasco /użyłam pikantnego sosu chili/
  • sól
  • pieprz
Wykonanie:
  1. W dużej misce połącz żółtka, parmezan, zioła i tabasco.
  2. Do garnka z lekko osoloną wrzącą wodą włóż makaron po czym gotuj go zgodnie z opisem na opakowaniu.
  3. Na rozgrzaną patelnię wrzuć cebulę, zalej ją gotującą się wodą w ilości 150 ml, doprowadź do wrzenia i duś pod przykryciem na małym ogniu przez 5 minut. Zdejmij pokrywkę, zwiększ ogień i smaż cebulę do całkowitego odparowania z niej wody. 
  4. Dodaj oliwę i szynkę - smaż często mieszając 3-4 minuty aż szynka się zarumieni.
  5. Odcedź makaron, pozostawiając 4 łyżki wody.
  6. Wymieszaj makaron z sosem z żółtek, wodą, cebulą i szynką, i natychmiast podawaj.
Z czym podawać:

Podałam carbonarę z mieszanką sałat, pokrojonym na duże kawałki pomidorem oraz dressingiem z oliwy z oliwek eksta vergine i octu balsamicznego.
    I mam spokój.
    Do następnego razu.
    Zanim usłyszę: - "Wiesz mamo, odczuwam ostatnio tak jakby niedobór makaronu w organizmie..."


    Gotowe!


    Bardzo smacznego!
    Źródło - "Gotuj i chudnij"

    Blog jest obecny w serwisie

    TOP 10 ostatniego miesiąca